05-08-2015

V. Santura

Josefov

Josefov

od 180zł do 320zł


Josefov
Josefov
Josefov
Czechy

"Polacy są szaleni" - wywiad z V. Santurą (Triptykon)

W ubiegłym roku Triptykon zagrało koncert w Krakowie. I chociaż w tym zameldowało się nieco dalej, bo w czeskim Jaromierzu, do Polski zamierza wrócić. O wspomnieniach z grudnia, letnich festiwalach, planach i nadziejach na przyszłość z gitarzystą Triptykon, V Santurą, rozmawiał Piotr Siedlecki.


V. Santura


V. Santura. fot. własne



Jakie są wasze oczekiwania przed koncertem?

Cóż, chcielibyśmy zagrać przynajmniej tak dobry koncert, jak ostatnim razem. To świetny festiwal położony we wspaniałym miejscu, ale nie chciałbym niczego rozstrzygać zawczasu, lepiej poczekać i zobaczyć, co się wydarzy.

Pracujecie już nad nowym albumem?

Prawdę mówiąc - jeszcze nie, ale myślę, że Thomas [Gabriel Fischer] już zaczął pisać i może zaczniemy grać nowe numery na próbach jesienią. Nie chcę jednak wskazywać żadnych terminów, bo wiemy jeszcze zbyt mało. Wiesz, praca nad poprzednią płytą zajęła nam jakieś cztery lata, już w 2011 roku planowaliśmy wydanie jej w 2012, a wszystko przeciągnęło się o kolejne dwadzieścia cztery miesiące.

W takim razie co z planami na najbliższą przyszłość?

Skupiamy się na nowej płycie, potem pewnie przyjdzie czas na trasy. Zastanawialiśmy się, czy nie powinniśmy pojechać w kolejną trasę promującą "Melana Chasmata", bo nie zagraliśmy ich zbyt wielu. Właściwie była tylko jedna z At The Gates. Szkoda, ale myślę, że teraz najlepiej będzie zająć się nowym materiałem, a dopiero potem myśleć o koncertach. Nie chcemy niczego przyspieszać, wolimy odpowiednio się przygotować i grać więcej niż czterdzieści pięć, pięćdziesiąt minut każdego wieczoru. Mając dziewięćdziesiąt minut możemy pokazać znacznie więcej.

Jako że już poruszyłeś kwestię przygotowań, powiedz jak przebiegały te do koncertu na Brutal Assault? Dzisiaj gracie tutaj, ale już jutro wylatujecie na następny gig.

Jutro lecimy do Portugalii, gdzie gramy w sobotę. Czasami to potrafi być stresujące. Kiedy ostatni raz graliśmy na Brutal Assault, mieliśmy do odhaczenia trzy koncerty dzień po dniu. Najpierw udaliśmy się na niemieckie Party San, potem polecieliśmy do Wielkiej Brytanii, a następne w kolejce było właśnie Brutal Assault. Byliśmy potwornie zmęczeni. Teraz jest łatwiej, bo dziś gramy po raz pierwszy, a potem mamy dwa dni przerwy.

Jak długo będzie w trasie?

Właściwie to nie tyle trasa, co po prostu dwa koncerty, po których wracamy do domu na dwa, trzy tygodnie. Tak to wygląda latem, gramy na festiwalach średnio raz w tygodniu, nie zaliczając po drodze żadnych klubowych koncertów. Potem zajmujesz się tym, czym zajmował się będziesz przez resztę życia (śmiech).

Jesteś zadowolony ze swojej roli w Triptykon?

Tak, czuję się bardzo komfortowo. Gramy bardzo ciężką muzykę, co czujesz za każdym razem, gdy wychodzisz na scenę. To mnie nakręca. Oczywiście praca nad albumami potrafi być bardzo ciężka, tak było szczególnie w przypadku "Melana Chasmata", gdyż byłem odpowiedzialny także za produkcję, techniczne aspekty płyty i wszystko, z czym wiąże się praca w studio.

Twoim własnym studio.

Tak, to spory ciężar na moich barkach i wielka odpowiedzialność. Czasami myślisz sobie, że fajnie byłoby stać z boku i obserwować wszystko z zewnątrz.

W twoim przypadku to jednak niemożliwe.

Zwłaszcza że goniły nas terminy. Gdyby nie udało nam się ich dotrzymać, momentalnie upadłyby nasze wszystkie plany.

Jak długo trwały nagrania?

Jakieś dwa miesiące.

A post-produkcja?

Razem z post-produkcją. Nie było zbyt dużej przerwy między nagraniami a mixowaniem.

Pojawiły się jakieś nieprzewidziane trudności w czasie nagrań?

W pewnym sensie tak bo nagrania nigdy nie są proste. Wszystko musiało być dopięte na ostatni guzik, a to zawsze wymaga pracy i nigdy nie przychodzi łatwo. Prawdę mówiąc, po zakończeniu nagrań mieliśmy mieszane uczucia, chociaż osobiście byłem bardzo zadowolony z odzewu zarówno prasy, jak i fanów. Dostaliśmy świetne recenzje, a to zawsze sygnał, że to, co robisz, ma sens. Wiesz, kiedy zaczynaliśmy nagrywać wierzyłem w siłę tego albumu, wierzyłem w potencjał drzemiący w każdym utworze i w to, że zrobiliśmy krok do przodu po "Epistera Daimones", jednak... Czasami dajesz się pochłonąć temu procesowi do tego stopnia, że przestajesz trzeźwo myśleć.

Ile numerów macie zamiar dziś zagrać?

Szczerze? (śmiech) Nie mam w głowie setlisty bo graliśmy próby przed dwoma różnymi koncertami. W sobotę gramy siedemdziesiąt pięć minut, a dzisiaj pięćdziesiąt pięć, więc siłą rzeczy kilka numerów musi wypaść. Nie mam stuprocentowej pewności, ale jestem prawie pewny, że zaczynamy od "Procreation of the Wicked", zagramy też "Goetia" z "Epistera Daimones", do tego "Tree of Suffocation Souls", "Messiah", a na koniec "The Prolonging" i być może jeszcze jeden kawałek, ale nie jestem o tym przekonany.

Tylko jeden numer z nowej płyty?

Tylko jeden. Nie, czekaj, na pewno zagramy jeszcze "Altar of Deceit", więc będą dwa. Nie wiem, jak mogłem zapomnieć, bo uwielbiam go grać, to obecnie jeden z moich ulubionych numerów.

W zeszłym roku graliście w Polsce, masz jakieś wspomnienia związane z tym koncertem?

Tak, mamy ich mnóstwo, to był naprawdę niesamowity gig. Przez przyjęcie publiczności prawie narobiliśmy w gacie! Koncert w Polsce był jednym z najlepszych jakie kiedykolwiek zagraliśmy, to, jak reagowali fani było nieprawdopodobne. Wiesz, graliśmy wtedy trasę, która nie była dla nas najłatwiejsza, byliśmy bardzo zmęczeni i zastanawialiśmy się, czy kolejny gig to dobry pomysł, a było po prostu... Zabójczo (śmiech).

Kiedy zatem wrócicie do Polski?

Nie wiem, wszystko zależy od nowej płyty. Trudno powiedzieć, czy będziemy grać koncerty jeszcze przed jej ukończeniem. Gdybyś jednak chciał zapytać o to, czy chcemy wrócić, powiedziałbym tylko, że po tym, co zobaczyłem w grudniu - zdecydowanie tak.

Ostatnie słowo należy do ciebie

Pozdrawiam naszych polskich fanów, jesteście jednymi z najbardziej szalonych na świecie, a to nie pusty frazes (śmiech). Mówię serio.

Dziękuję bardzo za rozmowę

Proszę. I również dziękuję.

Rozmawiał Piotr Siedlecki