15-10-2015

Ghost

Ghost - "Meliora" - Duch epoki

"Kocham image... Uwielbiam go. Po prostu nienawidzę pieprzonej muzyki" - mówił swego czasu o Ghost znany i (nieco mniej) lubiany Kerry King, nieumyślnie wywołując społeczne oburzenie i pospolite ruszenie poruszonych­­.

Potem gitarzysta oczywiście kajał się, przepraszał i nawijał, ale na spowiedź, choćby i przed obliczem samego papieża Emeritusa, było już za późno. Wyrok zapadł, Kerry przepadł, a muzycy Ghost, nawet nie maczając palców w nakręconym przez fanów marketingu wirusowym, od tej chwili mogli cieszyć się nie tylko splendorem pukających do bram mainstreamu wybrańców, ale i muzyczno-osobistą nietykalnością. Przynajmniej na forach internetowych.

Żarty żartami, ale w istocie fenomen Szwedów trudno porównać do jakiegokolwiek ze zjawisk wyrosłych na gruncie black metalowym. Niezależnie od tego, czy w Ghost widzi się nowe wcielenie Kinga Diamonda, diabelską inkarnację Blue Öyster Cult, czy może raczej okultystyczną odpowiedź na sukces Lady Gagi, bezimiennym ghoulom i Papie Emeritusowi nie sposób odmówić zmysłu marketingowego i zdolności do adaptacji w trudnych realiach rynkowych.

A że zwykle gdy przeciętny śmiertelnik mówi "Ghost", myśli o piosenkach w większości pisanych podług klucza i - siłą rzeczy - krążkach z niewielkim potencjałem highlightowym, fikuśnych strojach, nieco mniej fikuśnych koszulkach Jamesa Hetfielda z logiem zespołu, koncertach unplugged, satanistycznych tekstach sprzedanych popkulturze, znaku jakości Fenriza, watainowskich spowinowaceniach i jakże modnej od dekady potrzebie afirmacji ego przez jego negację, to już mało kogo obchodzi. Ważne, że w końcu metalowcy mogą bez wstydu i strachu przed wykluczeniem słuchać - co by nie mówić, fajnego - popu.


Przemysław Kantorski

Powiązane: