19-10-2015

Gorgoroth

Gorgoroth - "Instinctus Bestialis" - Fatalny instynkt

Zwycięski dla Infernusa finał trwającej półtora roku sądowej sagi, której stawką było prawo do odcinania kuponów pod nazwą Gorgoroth, wielu oddanym gitarzyście fanom dawał nadzieję na powrót starego, pre-kingowego oblicza zespołu. Niestety, już po kilku miesiącach stało się jasne, że - co niejako potwierdzało opinię i słuszność roszczeń jego procesowych oponentów - Infernus zwyczajnie się wypalił.

I choć nagrane jeszcze w 2013 roku "Instinctus Bestialis" to po niesławnym i wstydliwym "Quantos Possunt ad Satanitatem Trahunt" dla Gorgoroth znaczny skok jakościowy (bo nie mogło być gorzej), szargające zespołem nieprzerwanie od czasu rozbratu z Gaahlem i Kingiem zawirowania personalne i żebranie o wydawcę na pewno nie pomoże Infernusowi odzyskać miejsca w ekstraklasie ani black metalowej, ani festiwalowej.

Niestety, dzięki samej zawartej na dziewiątym (nie licząc odgrzanego "Under the Sign of Hell 2011") albumie Gorgoroth muzyce Norwegowie nie wyrwą się z marginesowej próżni. Wszak mimo że wchodzące w skład "Instinctus Bestialis" kompozycje poziomem wcale nie odbiegają znacząco od dźwiękowego kręgosłupa "Incipit Satan", brakuje im nie tylko świeżości, ale i porządnego zaplecza brzmieniowego. Przeraźliwie plastikowego, przeprodukowanego i zajechanego triggerami "Instinctus Bestialis" po prostu nie da się słuchać. To wojna głośności w najgorszym wydaniu.

Gwodźwiem do trumny nowego-starego oblicza Gorgoroth okazuje się być odbębniający drugoligową pańszczyznę Atterigner, który w najlepszym razie po prostu nie irytuje i nie szpeci mających swoje momenty kawałków wokalną sztampą. Gaahlowi, Hatowi czy Pestowi zarzucać można było co prawda wiele, ale każdy z nich był na swój sposób nietuzinkowy, nawet gdy w tą nietuzinkowość nie wpisana była żadna wartość dodana. Atterigner jest natomiast zwyczajny i nudny. Tak, jak zwyczajny i nudny stał się Gorgoroth.

Przemysław Kantorski