12-10-2015

Blood

Lianne La Havas – "Blood" - Kryzys tożsamości

Jeszcze jako MySpace'owa ciekawostka, w 2010 roku Lianne La Havas podpisała papiery z Warner Bros. Po dwóch latach fonograficzny gigant wydał jej debiutancki album "Is Your Love Big Enough?", a po czterech, prywatny koncert zagrał dla niej sam Prince. Wreszcie, po odniesieniu spektakularnego sukcesu, wielu miesiącach tras, zgarniania kolejnych wyróżnień i wywierania kolejnych drzwi, wokalistka zwolniła, wzięła oddech i wróciła do korzeni.

Wykorzystując krótkie wakacje, kilka miesięcy temu urodzona w Londynie córka Greka i Jamajki po raz pierwszy odwiedziła ojczyznę matki. Podróż ta okazała się dla niej jednak nie tylko sposobnością do pogodzenia z przeszłością, odnowienia relacji z dalszymi krewnym, ale i głównym źródłem muzycznej inspiracji.

Na drugim w dorobku Lianne La Havas zatytułowanym "Blood" albumie dowodzą tego zarówno teksty, mówiące o tożsamościowym kryzysie okresu adolescencji, jak i same kompozycje, w których wokalistka potrafiła uchwycić charakterystyczny, przywołujący na myśl dokonania Kinga Tubby'ego dubowy puls, nadający właściwej głębi nieco odtwórczej soulowej zmysłowości i folkowej melancholii.

Siłą rzeczy właśnie w nawiązaniach do jamajskiej muzycznej tradycji, przez europejskich i amerykańskich twórców eksploatowanej już od lat 70-tych, tkwi siła pogodnego, acz stroniącego od serwowania post-marleyowskich mielizn "Blood". Bo chociaż Lianne La Havas chętnie eksperymentuje i korzysta z zaszczepionej jej w dzieciństwie gatunkowej otwartości, np. gdy letnio-hamakowy miszmasz wprowadza na salony w bondowskim "Unstoppable", albo gdy przegina czy to w podkręcającym tempo "Grow", czy w przesterowanym "Never Get Enough", jamajski puls spaja całość i nadaje jej ton.

Niemniej nie sposób nie odnieść wrażenia, że "Blood" to dla 26 - letniej Brytyjki jedynie przystanek na drodze do odkrycia własnej - w tym przypadku tej muzycznej - tożsamości. Póki co za dużo bowiem w jej twórczości stylistycznej szarpaniny, a za mało fantazji, konsekwencji i spójności. Pierwsze trzy numery z "Blood" pozytywnie nastrajają jednak do muzycznych posunięć Lianne w bliżej nieokreślonej przyszłości. Zwłaszcza że wokalistka ma zamiar śpiewać do 80-tki.


Przemysław Kantorski