21-09-2015

Satyricon - Live at the Opera

Satyricon – "Live at the Opera" - Kompleks Rockmana

RECENZJA

Kiedy przed dwoma laty Satyricon rozgłaszał wszem i wobec triumfalny powrót do lasu, mało kto w nawrócenie syna marnotrawnego naprawdę wierzył. Wszak czego Satyr, pławiący się w luksusach i rozbijający po Roadrunnerach rockman, miał wśród starych drzew szukać?

W tłumie, przynajmniej tym rozczarowanym poczynaniami Sigurda Wongravena w bieżącym tysiącleciu, tliła się jednak nadzieja. Niektórym marzyła się druga "Nemesis Divina". Mniej wybrednym – choćby i następne "Dark Medieval Times". Ale że Satyrowi poszło wówczas o coś więcej niż pazerna gra na sentymentach, szybko stało się jasne, że o powrocie do plakatówek i toporów nie może być mowy. Bo chociaż na "Satyricon" i nostalgia znalazła swoje ujście, Satyrowi potajemnie wciąż marzyło się wejście do rockowego panteonu.

"Live at the Opera" stanowi niejako tych (nie)skrywanych aspiracji potwierdzenie. Satyricon, co raz mniej komfortowo czujący się w obrębie własnej niszy, dotychczas miał na swoim koncie norweskie Grammy, złotą płytę i koncert otwierający narciarskie mistrzostwa świata w ojczyźnie, ale w dorobku brakowało mu tego, co sankcjonuje wszystkich metalowców aspirujących do miana artystów – płyty z orkiestrą.

W istocie trudno rozpatrywać "Live at the Opera" inaczej, niż jako megalomański kaprys. Bo chociaż Satyricon nie położył tematu tak, jak przed laty Metallica, to jednak nie potrafił też ani właściwie wyeksponować, ani w pełni chóru z Oslo wykorzystać. Ten w najlepszym razie Norwegom po prostu nie przeszkadza.

Nie niosąc żadnej artystycznej wartości dodanej, "Live at the Opera" jawi się zatem jako wydawnictwo kłopotliwe w ocenie. Niezłe, ale pretensjonalne. Przyzwoite i nieprzyzwoite zarazem. Niegłupie, ale i zbędne. Zbędne zwłaszcza z perspektywy tych, którzy chociaż pobieżnie znają dokonania satyrowych krajanów z Turbonegro. Ostatnich norweskich rock'n'rollowców, którzy wiedzieli, co się w tej muzyce z orkiestrą i orkiestracjami wszelakimi robi.


Przemysław Kantorski