01-04-2017

vader

Szczecin

DK Słowianin

Start
18:00

59 zł

69 zł


DK Słowianin
ul. Korzeniowskiego 2
Szczecin

5RAND MONUMENT OF MISANTHROPY IMMOLATION VADER w Szczecinie.

Przy okazji tego koncertu pojawiło się kilka kontrowersji. Po pierwsze data 1 kwietnia. Wiele osób do końca nie wierzyło, że impreza się odbędzie. A jednak się udało. Drugi temat dotyczył tego, kto powinien kogo supportować. Jedynka Immolation, „Dawn Of Possession” uważana jest za dzieło doskonałe, o którym Vader mógłby tylko pomarzyć. Z drugiej strony Vader jest w Szczecinie darzony ogromnym szacunkiem, więc zdania były podzielone. Szczecińscy fani, jeżdżą na koncerty Vader nawet do Berlina...

Warto też nadmienić, że był to jedyny polski koncert Immolation na trasie z Vaderem. Co zapewne dobrze wpłynęło na frekwencję, bo klub był dość mocno wypełniony maniakami. Na moje oko jakieś 400 osób. Ludzie poprzyjeżdżali z Trójmiasta, Łodzi, Wrocławia, Poznania...

Na szczęście obyło się bez jakichkolwiek awantur (a różnie bywało w dziejach szczecińskiego klubu). Nikt nie manifestował piłkarskich sympatii i antypatii. Wojna toczyła się jedynie na scenie i pod nią... Totalna wojna dźwiękiem i energią. Ale od początku. Jestem pod Słowianinem tuż przed godziną 18. Nieopodal stoi zaparkowany ogromny autokar, którym przyjechali chyba wszyscy muzycy. Z autokaru wysiada Marek Pająk i szybkim krokiem kieruje się do klubu, kiwamy sobie głową. Kilkukrotnie pojawia się James Stuart, nierozpoznany przez nikogo. Może to broda, a może włosy uwiązane do góry na hipstera. Wchodzę do środka i bez problemu otrzymuję moją akredytację. Jest trochę czasu, więc przeglądam stoisko z merchem. W dość przystępnych cenach koszulki Vader „Empire”, „Iron Times” i kilka innych ciekawych wzorów. Naszywki, znaczki, czapki, płyty cd, winyle. Brakuje mi blaszanych logówek z poprzedniej trasy. Chętnie bym przytulił. Koszulki Immolation droższe, co wzbudza zdziwienie organizatora. Punktualnie o 19. na scenę wchodzi włoski 5rand. Jak dla mnie, to żaden industrial, bliżej thrashu raczej. Na uwagę zasługuje na pewno zjawiskowa wokalistka. Pani raczy nas dość potężnym krzykiem na przemian z czystym śpiewem. Pierwsze luźne skojarzenie z Oathbreaker. Gdyby nie fatalne brzmienie, to mogłoby być miło spędzone pół godziny. Niestety jest za głośno, gitary się zlewają. Publika jednak ciepło przyjmuje nieznany dotąd band. Blond wokalistka z zaplecionymi warkoczykami odwdzięcza się zapewnieniami, że „Love You All”.

vader
fot. 5rand, Szczecin, Robert Wojciechowski

Chwila przerwy i otrzymujemy pierwsze death metalowe uderzenie tego wieczoru, czyli Monument Of Misantrophy. Podobno z Austrii, choć muzycy wyglądają dość egzotycznie. Brzmienie nieznacznie się poprawia, ale dopiero Immolation będzie dobrze słyszalne. Pół godziny brutal (nie wiem, co to znaczy) death metalu. Z przytupem, sprawnie, ale prawdziwe zniszczenie nadejdzie za godzinę. Nie widziałem dotąd Immolation na żywo, lecz opinie o ich gigach nie są ani trochę przesadzone. To, co ten zespół prezentuje na płytach nie odzwierciedla w pełni tego, czym są na żywo. Bezlitosną maszyną do zabijania. Ross Dolan z miną, jakby chciał zamordować wszystko co żywe, wypluwa z siebie jadowite wersy. To nie growl, to coś gorszego. Ryk samego Diabła. A siekające precyzyjnie gitary R. Vigny i A. Bouksa dokonują zniszczenia. Dopełnieniem są perkusyjne blasty, grane z prędkością światła. Ja nie jestem fanem death metalu, a czuję się dosłownie wpiekłowzięty. Cios za ciosem. „Majesty And Decay”, „Destructive Currents”, „Higher Howard”, „Immolation”, „Fostering The Divine”. Kilka sekund oddechu przy zwolnieniu w „When The Jackals Come” i dalej bez litości. Trup ściele się gęsto pod sceną. Totalny moshing i headbanging, aż miło patrzeć. Co rusz ktoś upada, ale szybko zostaje podniesiony. Po niecałej godzinie Immolation triumfalnie schodzi ze sceny, a my liczymy straty i przegrupowujemy się przed ostatnim starciem.

vader
fot. Immolation , Szczecin, Robert Wojciechowski

Wybija godzina 22, krótkie intro i Generał wraz z pancerną dywizją Vader, przetacza się po tych, którzy przeżyli. Dostajemy „Triumph Of Death”, „Dark Age”, „Silent Empire”, „Sothis”, „Testimony”. Wspaniały w swej prostocie i ultra szybki „Carnal”. Zaskoczeniem był „Kingdom”, ale przyjemnym. Petera wyraźnie cieszy widok flagi z logo Vader, herbem miasta i napisem ‘Szczecin’. ”Mam nadzieję, że ta flaga będzie jeszcze nie raz z przodu i widzimy się na Metalmanii. Żebym mógł znowu pozdrowić Szczecin ze sceny”. Nie zabrakło również dedykacji dla Henia Talaśki, zmarłego przed kilkoma laty najstarszego fana rocka i metalu w Szczecinie. Miejsce, w którym zawsze stał jest oznaczone podpisaną kartką. Takie miłe gesty. Kiedy rozlegają się pierwsze dźwięki intro „Parabellum”, wiadomo że… „This Is The War”!!! Kompletnie bez litości. „Wings” i jeszcze „Cold Demons". James jakby nie czuł żadnego wysiłku. Trudno uwierzyć, że ten drobny bębniarz ma w sobie tyle energii i mocy, a przy tym jest precyzyjny.

vader
fot. Vader , Szczecin, Robert Wojciechowski


Pająk przepięknie wycina misterne sola, Halik dobija basem...a Generał dowodzi tą rzezią. Czas szybko mija i kiedy rozbrzmiewa „Imperial March”, wiemy że to koniec. W publiczność lecą kostki i pałki, zespół schodzi ze sceny. Po krótkim odpoczynku wyjdą jeszcze do fanów, (w przeciwieństwie do pewnego kalifornijskiego bandu, nie każą sobie za to płacić 10 tysi). Moja konkluzja jest taka: nie ma znaczenia, kto przed kim grał. Zobaczyłem dwa równorzędnie wspaniałe zespoły. Tu najważniejsza była muzyka... Z efektów jedynie jakieś kolorowe światła i trochę pary, plus statyw z odwróconym krzyżem. Do zobaczenia na kolejnych gigach Immolation, albo Vader! Jeszcze ukłon należy się organizatorom, Stowarzyszeniu Muzyki Ekstremalnej „Aaaaaaarrghh!” za sprawne ogarnięcie wszystkiego.

Jakub Kuba Qbas Czarnecki

Powiązane: