12-10-2016


Bovska w Warszawie (relacja)

Dwunastego paździenika na Open Stage w Stodole wystąpiła Bovska, czyli Magda Grabowska-Wacławek. Jej debiutancki album ukazał się w marcu tego roku.

Koncert rozpoczął się od otwierającego album Kaktus najkrótszego (trwającego około minutę) utworu W Jedną Stronę. Jak się wkrótce okazało, kolejność utworów na koncercie była bardzo podobna do ułożenia kawałków na płycie. Druga była, chyba najbardziej dramatyczna piosenka z Kaktusa, czyli Nie Ogarniam. Następnie nastrój zaczął się nieco rozpogadzać, najpierw za sprawą Lekkości Podzielenia, a potem utworu Oko Do Oka. Dachy, czyli jedna z pierwszych piosenek Bovskiej, wykonanych publicznie, wypadła bardzo baśniowo i romantycznie.


Bovska/materiały własne

Wokalistka wyrwała słuchaczy z zadumy żywiołową Bombą, do której można było nawet poskakać. Energię podniósł jeszcze kolejny utwór, czyli największy hit Bovskiej – Kaktus. Wyspy i Klik zagrane zostały w odwrotnej kolejności, niż na płycie - czyli wpierw usłyszeliśmy Klik, którego ciekawy teledysk powstał w ramach projektu Szkoła Teledysków zorganizowanego przez Fundację Inicjatyw Kulturalnych "Plaster".

Kolejny kawałek, Póki czas, trochę wybił mnie z rytmu swoją infantylnością, na szczęście Składak szybko zatarł to wrażenie. Bovska opowiedziała publiczności, jak ciężko było nakręcić do niego wideo, bo figle płatała pogoda. Hula Hop i nowa piosenka Haj również trzymały poziom. Po małej improwizacji instrumentalistów, Bovska i Jan Smoczyński (syntezatory, instrumenty klawiszowe, śpiew; a także producent albumu), odebrali Złote Płyty za singiel Kaktus, który usłyszeliśmy jeszcze na bis.


Bovska/materiały własne

Oprócz Bovskiej (która nie tylko śpiewała, ale również grała na syntezatorze) i Smoczyńskiego, na scenie wystąpił perkusista Paweł Dobrowolski. Był to drugi koncert grupy, na którym znalazła się scenografia autorstwa Diany Marszałek. Cały występ wypadł po prostu uroczo i urzekająco. Średnia wieku publiczności sięgała chyba od 3 do 60 lat i, sądząc po reakcjach, wszystkim się podobało. Występ w małej sali Stodoły był nie tylko kameralny, lecz także wręcz intymny – wokalistka dużo (lecz skromnie) opowiadała o muzyce i sobie, dzięki czemu kontakt z publicznością był bardzo ciepły i sympatyczny. Na pochwałę zasługuje też nagłośnienie, które doskonale oddało delikatną równowagę między głosem, elektroniką i perkusją.

Katarzyna Ryzel