23-05-2017

dp

Łódź

Atlas Arena

180 zł

350 zł


Atlas Arena
Aleja ks. Biskupa Władysława Bandurskiego 7
Łódź

Deep Purple zagrali w Łodzi! Zapraszamy do przeczytania relacji!

Deep Purple ma za sobą 50 lat pięknej kariery, która przez ten czas wiele zniosła, trochę zaśniedziała i nieźle oberwała od życia. Ale co najważniejsze - przetrwała i to ze statusem kultowej przynajmniej w Polsce, gdzie grupa zawsze wraca do swojej wiernej, choć też sędziwej publiczności, jaka 23 maja w łódzkiej Atlas Arenie stawiła się w komplecie na jednym z dwu polskich koncertów. Zapraszamy do przeczytania relacji.

Trasa „The Long Goodbye Tour” z założenia ma być pożegnalną w zawiłej historii DP. Bardziej wygląda mi to jednak na formę asekuracji związanej z formą i wiekiem muzyków (ich średnia wynosi w końcu prawie 70 lat), niż na stan rzeczywisty, bowiem dwie ostatnie płyty w tym promowana teraz „Infinite” trzymają dobry poziom (co nie zawsze w Purplach było takie oczywiste), a łódzki koncert miał najlepszą produkcję, jaką do tej pory w Purpurowych live widziałem. A widziałem ich wiele razy: w halach, na otwartych przestrzeniach, na festiwalach itd. i nigdy dotychczas nie weszli z taką pompą – trzy telebimy, wizualizacje, świetne światła. Ośmielę się stwierdzić, że wypadło to lepiej, niż np. na niedawnych gigach Black Sabbath.

dp
fot. Deep Purple. Łódź, Krzysztof Wakor

Mam ekstra plus dla organizatora, firmy Metal Mind Production, która fanom zafundowała sektor GC z prawdziwego zdarzenia, czyli na ok. 20% płyty, a nie ponad jej połowę, co niestety stało się u innych normą. Jako support wystąpił kanadyjski Monster Truck. Tak, wolałbym Europe albo Alice’a Coopera, z którymi Purple występują na innych odcinkach trasy, ale u nas tacy ‘special guests’ z reguły rzadko się zdarzają. Monster Truck zagrał swój amerykański hard blues – energicznie, ale wtórnie i bez zaskoczenia. Uwagę przykuła bluesik-balladka, która zabrzmiała prawie, jak nasze „Trzy zapałki”.

dp
fot. Deep Purple. Łódź, Krzysztof Wakor

Punkt 21:00 na telebimie wyświetla się współczesna wersja okładki „In Rock” (góra lodowa?) – płyty, od której wszystko się zaczęło, chociaż największego, pochodzącego z niej dzieła Deep Purple„Child In Time” ani dziś, ani już nigdy więcej na żywo nie usłyszymy. Pojawia się intro „Time For Bedlam” i przetworzony głos Iana Gillana. Ruszyli – prócz wspomnianych świateł i wizualizacji – na nagrodę zasługuje solidne od samego początku brzmienie.


fot. Deep Purple. Łódź, Krzysztof Wakor

Koncerty Deep Purple grane od 15 lat w składzie: Ian Gillan – śpiew, Steve Morse – gitara, Don Airey – Instrumenty klawiszowe, Roger Glover – gitara basowa i Ian Paice – perkusja – mają zawsze bardzo podobną setlistę, opartą w głównej mierze na klasycznym trzonie przebojów lat 70. Więc prócz materiału z albumów „Now What?!” i „Infinite” – dostaliśmy przede wszystkim: „Fireball”, „Bloodsucker”, „Strange Kind Of Woman”. Jedynym utworem z czasów słynnej reaktywacji w połowie lat 80. był numer tytułowy z „Perfect Strangers” – poprzedzony klawiszowym solo Dona Aireya, który tradycyjnie wplótł w nie polskie wątki czy motywy ze swojej kariery, gdy np. grał w zespole Ozzy’ego Osbourna („Mr. Crowley”). Wejście gitary Steve’a Morse’a, który nadał Deep Purple „amerykański” styl w tym akurat utworze zawsze wypada przekonująco.


fot. Deep Purple. Łódź, Krzysztof Wakor

Wreszcie zbliżając się do końca, wystrzeliły dwa utwory, od których w zasadzie w latach 70. Deep Purple jeszcze wtedy w składzie z nieodżałowanym Jonem Lordem i Ritchiem Blackmorem położyli podwaliny pod heavy metal – „Space Truckin'" i okraszony zamaszystym riffem „Smoke On The Water”. Kilka tysięcy osób zgromadzonych w hali zaśpiewało razem refren tego hymnu hard rocka, tak samo jak w zagranych na bis „Hush” i „Black Night”.


fot. Deep Purple. Łódź, Krzysztof Wakor

To było 95 minut satysfakcjonującego koncertu bez niedosytu. Jakieś 20 lat temu zaczynając słuchać rocka zastałem zespół Deep Purple, który już wtedy wydawał się niemożliwe starą kapelą, w stanie lekkiej stagnacji po totalnym rozkładzie. Wczoraj w Łodzi na scenę wyszli starsi, nieco zaorani swoim lifestylem faceci, ale oferujący wyrafinowany rock z bagażem doświadczeń. To był ostatni taki zespół na świecie, po 50 latach naprawdę pięknej kariery – Deep Purple.

Paweł Kuncewicz