04-04-2017

Berlin

Columbia Theater Berlin

Start
20:00

25 euro


Columbia Theater Berlin
Columbiadamm 9-11
10965 Berlin
Niemcy

ELECTRIC WIZARD i ANGEL WITCH w Berlinie. Relacja.

Electric Wizard wielkim zespołem jest, do tego nikogo przekonywać nie trzeba. Okultystyczną otoczką black sabbathowych riffów na sterydach tonących w oparach marihuany przy lecących gdzieś w tle horrorach klasy Hammer, wiele lat temu położyli podwaliny pod współcześnie trwający renesans stoner rocka. Grupa na żywo występuje bardzo rzadko. Można ją czasami ustrzelić na festiwalach (Hellfest 2014, gdzie akustyk całkowicie ich rozłożył), jeszcze rzadziej w klubach (to co zrobili we Wrocławiu w 2011 roku przeszło pojęcie pozagrobowego życia wiecznego). Z reguły słyną bardziej z odwoływania koncertów, niż z ich grania, dlatego gdy tylko pojawiła się opcja wyjazdu na ich klubowy set w Berlinie, no kto by się zastanawiał? Bo na pewno nie ja.

Późnym popołudniem wylądowaliśmy w okolicach bliźniaczych sal Columbia Halle i Columbia Theater gdzieś w Berlinie, nieopodal –ex lotniska Tempelhof, gdzie w smutnych czasach tylu naszych rodaków, ech... W pierwszym obiekcie kilka lat temu zabił mnie Slayer, w drugim mordu miał teraz dokonać zestaw – Angel Witch, Electric Wizard. Tam śmierć była szybka, tu obdarto mnie ze skóry, poćwiartowano i spalono na stosie po uprzednim przejechaniu chopperem.

electric2
Angel Witch, Berlin, foto. Tobias Kreutzer

Ten pierwszy band, gdyby ktoś nie wiedział – na przełomie lat 70. i 80. grał heavy metal, kiedy inni jeszcze w niego ‘nie umieli’. Oni zresztą też nie do końca potrafili, bo z jednej strony brzmieli, jak Venom na pełnym chamie, a z drugiej pieścili się końcówkami po czubkach gitarek, jak jakiś Saxon w pierwszym stadium kariery. Czyli rzecz bezapelacyjnie oldschoolowa, po przejściach, rozpadach, zmianach składu. Zobaczenie jej, to cud porównywalny chyba tylko z Electric Wizard live. Co dziwi tym bardziej, bo w formie byli, jakby nie schodzili ze sceny przez ostatnich 40 lat. Do prawdy zastanawiające, że grupa nie jest atrakcją festiwali, że nie gra w klubach. Bo w Berlinie rozwalił zarówno materiał z wydanej 5 lat temu płyty „As Above, So Below”, jak i z debiutu. Po kilkudziesięciu minutach, po „Angel Of Death” na koniec zabrzmiał już tylko największy hicior „Angel Witch” i panowie zawinęli się ostatecznie, zostawiając nas w mistycznym oczekiwaniu na Elektryków przy dźwiękach Judas Priest i Black Sabbath.

electric2
Angel Witch, Berlin, foto. Tobias Kreutzer

Koncert w średniej wielkości klubie został wyprzedany. Przybyło kilkaset osób, w tym dużo Polaków głównie z Poznania i Szczecina. Godzina 22:00, dym z zioła można ciąć piłą mechaniczną. Perka z charakterystycznym logo, wzmacniacze Orange’a, na ekranie zaczynają wyświetlać się chore obrazy wspaniałego kina horrorystyczno-erotycznego lat 70. zgniłej produkcji imperialistyczno-Zachodniej.

electric2
Electric Wizard, Berlin, foto. Tobias Kreutzer

I jak to wszystko nagle na raz zajebało... Coś wspaniałego, miód na zbolałe nerwy współczesnymi koncertami i odtrutka na stoner-polo trzeciej kategorii. Set lista marzeń: zaczęli od numeru tytułowego z „Witchcult Today”. Jak okazało się – cała płyta wylądowała na tapecie, bo z niej jeszcze wybrzmiało „Satanic Rites Of Drugula” i „The Chosen Few”. Były także numery tytułowe z „Dopethrone” i „Black Mass”. W finale potężne „Funeralopolis” ze scenami motocyklowymi z takich klasyków „złego” kina w podkładzie, jak „Devil’s Angels” i „Psychomania”.

electric2
Electric Wizard, Berlin, foto. Tobias Kreutzer

Electric Wizard korzystając z motywów popkultury kina i muzyki sprzed prawie półwiecza, sam stał się jednym z najznamienitszych jej okazów. Zespół kultowy, jeden z największych gigantów branży alternatywno-satanistycznej – to mało powiedziane. W tym roku widzę się z nimi jeszcze na festynach Hellfest i Brutal Assault. Są pozycją obowiązkową!

Paweł Kuncewicz

electric2
Electric Wizard, Berlin, foto. Tobias Kreutzer