26-11-2017

Hey

Wrocław

Hala Orbita

Start
19:00

koncert wyprzedany


Hala Orbita
Wejherowska 2
Wrocław

Hey we Wrocławiu - przeczytaj relację!

Hey na pożegnalnej trasie koncertowej? Albo pożegnalnej przynajmniej przed dłuższą przerwą w działalności? Brzmi to trochę nieprawdopodobnie. Zespół istnieje aktywnie 25 lat, przez ten czas (nigdy nie obniżając poziomu) wpisał się w kanon polskiego rocka, jako naprawdę charyzmatyczny, alternatywny band. Przyglądając się niemal od początku twórczości Kasi Nosowskiej, doszedłem do wniosku, że ma ona raczej niewiele wspólnego z Robem Halfordem, a jej kapela ze Scorpions czy Deep Purple. Czyli Fayrant Tour wcale nie służy podbiciu frekwencji na koncertach, po których wyjdzie nowa płyta, druga, a następnie trzecia część trasy i tak bez końca...

Lepiej było nie ryzykować i skorzystać z okazji na obejrzenie Hey przed zapowiadanym fajrantem, tym bardziej w hali na dużym, przekrojowym, wyczerpującym repertuar występie.

Do tej pory miałem tego pecha, że trafiałem na Hey tylko na biesiadnych spędach typu Przystanek Woodstock czy Juwenalia. Gdzie odbiór tej muzyki w gronie imprezującej gawiedzi bardzo tracił na jakości, a sama Kasia Nosowska sprawiała wrażenie osoby maksymalnie introwertycznej, chcącej się jakby odizolować od tej publiki. Świadczyły o tym jej zamknięte oczy, zaciśnięte pięści, słaby i niepewny kontakt. I jakież było moje zdziwienie w niedzielny wieczór we wrocławskiej Hali Orbita, gdzie zobaczyłem wesołą, uśmiechniętą i bardzo emocjonalną Nosowską, która okazała się wspaniałą showmanką i wodzirejką z niekrytym talentem kabaretowym.

Hey
fot. Hey, Wrocław, 26.11.2017, Agata Cykof

Od razu wpłynęło to pozytywnie odbiór długiego i specjalnego, produkowanego z zachowaniem wszelkich światowych standardów koncertu, w którym w sumie zabrzmiało prawie 30 utworów. Ich liczba i stylistyczny rozstrzał uświadamiały, jaką metamorfozę gatunkową Hey przebył od początku kariery. Od mody na grunge pierwszej połowy lat 90., na kanwie której wypłynął, do bardziej wyrafinowanych klimatów typu Pixies.

Hey
fot. Hey, Wrocław, 26.11.2017, Agata Cykof

Na scenie tego dnia zaprezentowali się goście: Piotr Banach, czyli założyciel i twórca repertuaru pierwszego, rockowego, drapieżnego wcielenia grupy. Zabrzmiało kolejno w sumie 6 utworów z tamtego niepokornego okresu, w których na gitarze zagrał Piotr. Monika Brodka zaśpiewała bardzo interesującą wersję „Zazdrości”, pojawił się też O.S.T.R.

Hey
fot. Hey, Wrocław, 26.11.2017, Agata Cykof

Koncert był absolutnie wyprzedany i entuzjastycznie przyjęty przez publikę. Na twarzach ludzi i Nosowskiej widać było wyraźne wzruszenie. Szczególnie podczas odgrywania „Moja i twoja nadzieja”

Hey
fot. Hey, Wrocław, 26.11.2017, Agata Cykof

W 1997 roku utwór „Moja i twoja nadzieja” stał się hymnem pomocy dla powodzian. Dwa lata wcześniej w Gazecie Wyborczej w artykule „Murzyni wymyślili jazz, Polacy - disco polo” Mariusz Szczygieł i Wojciech Staszewski przytaczają fragmenty listów od widzów, wysyłane do telewizji promującej ten wątpliwej jakości estetycznej dla uszu twór, jakim jest disco polo. Wśród nich znajduje się tak historyczna perła: „Wyrażamy całą rodziną radość z tej godziny muzyki w Polsacie, rano w niedzielę, gdzie nie ma zespołu Hey i ich pogiętej muzyki. Przy tej muzyce mogę się napić kawy, siostra i małe dzieci mogą potańczyć. I nikogo ta muzyka nie wkurwia”.

20 lat później ta „pogięta muzyka” znów wypełniła największe hale w Polsce na serii wyprzedanych koncertów, na które przyszły też całe rodziny z tańczącymi dziećmi, do tego pewnie niektórzy napili się kawy. Tylko wieczór był niedzielny, nie rano i „wkurwiać” się na mainstreamowe elementy rodzimej popkultury, do których od dwóch dekad należy Hey już jakoś nie wypada. Oby z fajrantu wrócili jak najszybciej. I mimo wszystko.

Autor: PK

Powiązane: