03-11-2017

hunter

Hunter i Killsorrow zagrali we Wrocławiu. Relacja

Zespół Hunter, który wciąż promuje swoją ubiegłoroczną płytę, „Nie Wolność” miałem okazję widzieć ostatnio pół roku temu na 3-majówce, z której relację możecie przeczytać w innym miejscu serwisu. Wrażenia z ich koncertów mam zawsze na tyle pozytywne, by z przyjemnością zobaczyć ich po raz kolejny. Tym razem także się nie zawiodłem, tym bardziej, że sprzężenie zwrotne między zespołem, a publicznością wypadło więcej niż zadawalająco.

Zespołowi na trasie towarzyszył krakowski KILLSORROW . Maczet, o co zaraz zapytała publiczność nie mieli, dysponowali za to muzyką z debiutanckiego albumu „Little Something for You to Choke” . Jak można wywnioskować z prezentacji scenicznej, opartej muzyka na niej zawarta to bardzo energetyczna mieszanka nowoczesnego groove metalu, czy metalcore’a z melodyjnym death metalem. Czasem wytyczenie granic pomiędzy nimi nastręcza niemałą trudności i tak też jest w przypadku tej ekipy. Czyli było melodyjnie, szybko i do przodu, z okazjonalnymi bardziej sentymentalnymi wstawkami. Frontman zespołu, Michał Parandyk, błyskawicznie złapał dobry kontakt z publicznością i tak zostało już do końca ich około 40-minutowego seta. Co chwila chwalił obecnych i zagadywał, a pod sceną ciągle wrzało. Publiczność dopisała liczebnie i Stary Klasztor dość szczelnie się wypełnił, zaś średnia wieku raczej nie przekraczała 20 lat, co łatwo było poznać m.in. po niskim stężeniu kubków z piwem wokół siebie. Zespół zagrał jak mi się zdaje 7 utworów, w tym tytułowy, „My Way” oraz najnowszy „singiel” , czyli „Heading Home” . Jego singlowość polega na tym, że umieścili go na swoim profilu na jutube oraz twarzoksięgu. Cóż, tak znak nowych, wspaniałych, cyfrowych czasów.
Zespół ma wyraźnie specyficzne poczucie humoru, bo publiczności podziękował następująco: „Takiego wpierdolu się nie spodziewaliśmy! Daliście z siebie co najmniej 41%!” . Jak wiedzą imprezowicze 40% wystarczy by sponiewierać.

Dobrym objawem w trakcie przerwy pomiędzy występem Killsorrow, a setem HUNTER był fakt, że część zgromadzonych nie potrzebowała w sumie nawet muzyki, by dobrze się bawić, więc aktywnie wypełniła sobie oczekiwanie tańcem towarzyskim. Aż miło było popatrzeć.
Sami szczytniczanie zaskoczyli mnie pozytywnie na kilka sposobów. Primo – nowy album, za którym nie przepadam, wypełnił jedynie jakąś ¼ ich seta. Secundo – występ był zdecydowanie lepszy, niż i tak niezły wspomniany na wstępie majówkowy. Tertio – podstawowy zestaw trwał solidne półtorej godziny, zaś z bisami dwie, co oznaczało chyba 19 utworów. O resztę znów postarała się publika, która rozszalała się na dobre, młynem ogarniając większość sali.
Zespół już wcześniej zapowiadał zagranie „starych, nie wykonywanych dawno utworów” – „NieMy” , „Kiedy Umieram” , „Fantasmagoria” , „Freedom” , „PSI” , „Płytki Dołek” , czy „Mirror Of War” i w pełni się z obietnicy wywiązał. Ale czy były to wymienione, czy też stałe punkty ich programu, cały czas brzmiały równie dynamicznie, demonicznie i dramatycznie. Duża zasługa w tym potężnego wokalu Pawła Grzegorczyka, czyli Draka oraz skrzypiec byłego członka ANKH, Jelonka, ale reszta zespołu takoż grała popisowo. Bardzo dobre wrażenie zrobił na mnie nowy utwór „Kim” (żadnych skojarzeń politycznych!), którego orientalizujący klimat dodawał jeszcze dramatyzmu i tak mocnej kompozycji. Skoro to ma być zapowiedź nowej płyty, to jestem bardzo jej ciekaw!
Trochę statystyki: 5 utworów z „NieWolność” , jeden z „Imperium” „Imperium Uboju” , którym otworzyli występ, 3 z „Królestwa” , 1 z „Hellowood” (bisowy „$mieciSmiech” ), 4 z „T.H.E.L.I.” (w tym pierwszy z bisów – utwór tytułowy), 3 z „Medeis” , a nawet jeden z prehistorii, czyli metalliczny „Freedom” z wydanego 22 lata temu „Requiem” . Ale już przy utworach z wydanego przed 14 lat „Medeis” Drak pytał publiczność, czy byłą już wtedy na świecie. Gawędził z nią niemal bezustannie pomiędzy utworami i poczynając od otwierającego „Imperium uboju” aż po ostatni z bisów, Czyli „Riposta DrugoKlasisty” dyrygował nią jak chciał. Oczywiście pojawiły się wątki bieżąco-polityczne (ach, ten udawany lęk przed mandatem za słownictwo, heh he), to czego chętnie słuchają w samochodzie i jakie mają zwierzątka w domu. A nawet w zespole. Mimo bardzo poważnej nieraz tematyki oraz wspomnianego dramatyzmu utworów koncert skrzył się humorem oraz licznymi muzycznymi smaczkami, sięgającymi po elementy wręcz folkowe, zaś tekstowo po cały wachlarz piosenki ludowej i dziecięcej. I jak zawsze sprawdzały się utwory w rodzaju „Wyznawców” , czy „Rzeźni nr 6” . A wszystko to fantastycznie do siebie pasowało, zostało podane publiczności w znakomitym stylu. I po tym poznać rasowego wykonawcę. Nic więc dziwnego, że obie strony mogły być z tego spotkania zadowolone.
Drak na koniec zapowiedział ponowne pojawienie się wśród publiczności, ale tego momentu już nie czekałem. Widziałem jednak, że zainteresowanie stoiskiem zespołu było, a i już wcześniej na sali koszuli z logo Hunter spotykało się dość gęsto.

Paweł Domino