26-09-2017

21192711_10155640076997389_1240862706336440305_n

Kraków

Zet Pe Te

Start
20:00

75 zł

85 zł


Zet Pe Te
Dolnych Młynów 10
Kraków

Immolation, Azarath, Melechesh, In Twilight's Embrace w Krakowie.

Jak twierdzi jeden z czołowych muzyków polskiej ekstremy - „jesień w tym kraju jest martwa...” Niezwykle trafne jest to określenie, zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę kumulację fantastycznych koncertów death/blackowych właśnie o tej porze roku. Widząc na jednym plakacie takie śmiercionośne kosy, jak Immolation, Azarath, Melechesh oraz będący obecnie na trendzie wznoszącym (czyt. znoszącym coraz bardziej w głąb piekła) In Twilight’s Embrace - tylko poważnie chory fan metalu powinien być usprawiedliwiony z nieobecności na którymś z czterech koncertów między Odrą a Wisłą. Między Scyllą a Charybdą...

Krakowski klub ZetPeTe zlokalizowany jest w niezwykle uroczych zakamarkach dawnej fabryki tytoniowej i jeśli nie spotka go los ś.p. Fabryki na Zabłociu, to choćby ze względu na dogodną lokalizację powinny tam udawać się masowe pielgrzymki koncertowiczów. Do tego bogata oferta ''knajpiana'' doskonale umila i pomaga przybyłym w oczekiwaniu na wydarzenie. Oby tylko nie zasiedzieć się zbyt długo, gdyż zawsze warto być od początku - a nóż nieznany support rzucony na pierwszy ogień okaże się odkryciem?

Takie miałem odczucie już po kilku minutach występu Rumunów z Sincarnate. Zespół zadebiutował w 2008 r. EP „On The Procrustean Bead”, a obecnie promuje tegoroczne wydawnictwo „In Nomine Domini” . Koncert trwający ok. trzydziestu minut lawirował gdzieś pomiędzy death, doom a gotykiem. Na wieść o elementach gotyckich w death metalu może co poniektórych zmierzić, ale mam tu na myśli głównie pełne grozy sample, z którymi muzycy byli doskonale zgrani w taki sposób, że nadawało to momentami efekt „diabelskich chórków”. Pomyślałem, że gdyby grali tylko instrumentalnie wyszłaby z tego metalowa wersja Lebowskiego. Wszystko w oszczędnych ilościach i do wyłowienia czujniejszym uchem. Metalowe uderzenie i zmiany rytmów grały jednak główną rolę i tylko żal, że logo Sincarnate nie było do wyłapania na plakatach...

Intensywnie koncertuje ostatnio In Twilight’s Embrace. Począwszy od solidnego występu na Castle Party, po rewelacyjnym przyjęciu na wałbrzyskim Metal Mine Festiwal, ta black metalowa ekipa kontynuuje marsz po wszystkich możliwych imprezach tym razem chwaląc się wydaniem kolejnego fulla „Vanitas” . Pomimo szczerych chęci, mnie te Objęcia Zmierzchu coś nie chcą skutecznie dosięgnąć. Kiedy oglądam ich na żywo nie mogę opędzić się od wrażenia, że i oni są pod wpływem Furii i Mgły grając rolę „tego trzeciego”, który chce się dopchać do stolika dla dwóch osób. Ponadto z powodu „siły wyższej” musiałem opuścić show na jakieś dwadzieścia minut, co przy tak krótkim koncercie jaki tego dnia dali In Twilights Embrace nie powinno upoważniać mnie do wydawania bardziej rozbudowanych osądów, niż powyższy za co bardzo przepraszam i obiecuję poprawę przy następnej okazji. Wszak zespół funduje ich wiele.

21192711_10155640076997389_1240862706336440305_n
In Twilight’s Embrace, fot. Agata Cykof, Pralnia, Wrocław

Pamiętam doskonale jak oberwałem po uszach i ciele w trakcie porywającego koncertu Melechesh rok temu we wrocławskich Zaklętych Rewirach. Przyznam się więc bez bicia, że na ponowną chłostę sumeryjskim black metalem czekałem z sercem bijącym mocno jak u archeologa na widok świeżo wykopanych tabliczek z pismem klinowym. Dla tych co nie znają kapeli parę słów wyjaśnienia. Otóż liderem formacji jest Ashmedi Melechesh, z pochodzenia Armeńczyk, później mieszkaniec wschodniej części Jerozolimy a obecnie Holandii. Wykonują jak sami wyjaśniają Mesopotamian Black Occult Metal. I proszę mi wierzyć na słowo - robią to tak, że sam Djin ze strachu nosa z butelki nie wyściubi. Trzeba było niestety trochę poczekać na ten egzotyczny taniec z gryfami - instalacja Melechesh na scenie przeciągnęła się do pół godziny, jeśli nie dłużej co mogło wróżyć skróconym setem. W tym przypadku nie liczy się jednak długość lecz intensywność przeżyć, a ta narastała z każdym kolejnym utworem niezależnie od tego czy sięgali po najnowszy album „ENKI” , czy po genialne „Emissaries” czy po brzmiący, jak nagrany w korytarzach Zigguratu kultowy „Sphynx” . Zarówno przy „Tempest Temper Enlin Enraged” , jak i przy „Ladders To Sumeria” można równocześnie rozkręcać pogo lub wykonać taniec brzucha. Niestety tego drugiego moje oczy nie uświadczyły - być może ze względu na znikomą frekwencję kobiet na krakowskim koncercie. Trudno opisać to co się działo podczas „Triangular Tattvic Fire” - jeśli ktoś pierwszy raz wybiera się na Melechesh, ostrzegam przed ostrym mosh pitem podczas tego kawałka! Uff, a jeszcze „Rebirth Of Nemezis” na finał. Gdyby nie zdarte gardło również dołączył bym się do chórku... Granie black metalu w okolicach nomen omen Morza Martwego nie jest bezpiecznym sposobem na życie, ale na szczęście karawanie Ashmediego pustynia jeszcze nie grozi.

21192711_10155640076997389_1240862706336440305_n
Melechesh, fot. Agata Cykof, Pralnia, Wrocław

Nie miałem okazji widzieć wcześniej na żywo Azarath, więc po wielokrotnym przesłuchaniu tego, co na najnowszym albumie wyprawia bestia z Behemotha, czyli Inferno miałem prawo mieć spore wymagania. Tym bardziej, że przy obecnym opętaniu Nergala przez „The Satanist” , koncerty i nowy album Azarath można uznać za początek skutecznych egzorcyzmów nad zniewolonym przez swe ostatnie dzieło Behemothem. Na „In Extremis” przyozdobionym obrazem olejnym Marty Romińskiej, dzieje się tyle, że ucho nie ogarnia, a jak ogarnie to wizyta u laryngologa obowiązkowa. Azarath zabrzmiał w krakowskim ZetPeTe po trzykroć zabójczo - intensywnie, technicznie i czysto. Klarowność dźwięku w niedużym i stosunkowo niskim pomieszczeniu była moim zdaniem imponująca. Pomorzanie zaprezentowali niemal godzinnego seta i w odróżnieniu od pozostałych bardziej przekrojowego. Zatem z „In Extremis” rozstrzelano nas następującym nabojami: „The Slain Go”, „Annihilation (Smite All The Illusions)”, „At The Gates Of Understanding” i „Let My Blood Become His Flesh”. I choć muzycy sięgali po kawałki z innych albumów jak np. „Christscum” z „Infernal Blasting” czy „Baptized In Sperm Of Antichrist” ( genialna solówka!) - to i tak odniosłem wrażenie, że diabeł jakby uleciał podczas koncertu Azarath. Być może chciał odpocząć by z pełnią sił wstąpić w Amerykanów z Immolation.

21192711_10155640076997389_1240862706336440305_n
Azarath, fot. Agata Cykof, Pralnia, Wrocław

Bo jak inaczej wyjaśnić zaprezentowaną na scenie moc. Rozpoczęli od ”The Distorting Lights” i już było wiadomo, że album „Atonement” na żywo to potęga. Mogliśmy się o tym przekonać podczas koncertu dobitnie, gdyż właśnie najnowsze dzieło Immolation szczyciło się najliczniejszą reprezentacją w bieżącej setliście. I bardzo dobrze! „Above All” wgniatało w ziemię basem i pobudzało do headbangingu: „Rise The Heretics” - ta kompozycja już w wersji studyjnej zwracała uwagę dzięki genialnej partii gitary akustycznej. Na żywo utwór wypada o wiele bardziej epicko głównie za sprawą obudowania wspomnianym akustykiem. W otoczeniu „ciężarnych” nowości świetnie spisywał się „Close To A World Below”, a publika wciąż najżywiej i tak reaguje na „Dawn Of Possesion” . Nie mogą nie zagrać więc „No Forgiveness” oraz „Into Everlasting Fire” zapowiedziane przez Rossa Dolana, jako „fuckin crazy oldschool”. Kult kultem, ale wykonane niemalże na finał przepotężnie ciężkie „Epiphany” (a jakże z „Atonement” ) - gniotło z taką siłą, jak Godzilla asfalt podczas destrukcyjnego marszu ulicami Tokio! Tfu, w tym przypadku Nowy Jork. Tyle o warstwie muzycznej, natomiast osobnym show jest widok, jak Robert Vigna gra całym sobą niełatwe przecież gitarowe łamańce. Facet ruchem wyraża każdy wypuszczony spod palców akord, pływa po falach basu Rossa Dolana i wykopuje w publiczność każde uderzenie w bębny Steve'a Shalaty. Dla kontrastu nowy nabytek Alex Bouks jest człowiekiem tak mało ekspresyjnym, iż musiałem się co rusz przyglądać, czy oby nie zapomniał ruszać palcami po strunach.

21192711_10155640076997389_1240862706336440305_n
Immolation, fot. Agata Cykof, Pralnia, Wrocław

Niejedna przepowiednia końca świata mówi o antychryście z USA, ale ja Wam powiem, ze Czterech Jeźdźców Apokalipsy z Ameryki już widziałem. To Immolation!

Dla niżej podpisanego koncert roku.
Rafał Krzemiński