08-05-2017

kat

Wrocław

A2 - Centrum Koncertowe


A2 - Centrum Koncertowe
Góralska 5
Wrocław

KAT I ROMAN KOSTRZEWSKI we Wrocławiu. Relacja.

Równo rok temu, bo 8 kwietnia 2016 roku zespół Kat i Roman Kostrzewski zagrał we Wrocławiu, w nieistniejącym już klubie Alibi. Po 365 dniach, niczym w podróży dookoła świata, kwartet plus Roman powrócili do nowej hali A2 w stolicy Dolnego Śląska.

Staż działalności Romka i Irka liczy się już w dziesiątkach lat, a długość ich muzycznych dokonań jest dłuższa niż wiek niejednego fana na ich pierwszym, lepszym koncercie. 36 lat razem musiało się odcisnąć w taki lub inny sposób na muzykach, przez co Kat wewnętrznie przeżył tyle turbulencji i niepotrzebnych wojenek, jak jakieś państewko na bliskim wschodzie. Ale w przeciwieństwie politycznym niesnaskom, panowie wyrobili kompromis miedzy sobą lepiej, niż małżeństwo na sprawie rozwodowej. I nadal działają razem, pijąc, szanując Lucyfera oraz penetrując wielkie i małe polskie miasteczka. To daje odpowiedź, dlaczego tego dnia na supporcie były aż 3 wrocławskie zespoły – muzycy współczesnego wcielenia Kata (+ Roman) doceniają polską, młodą krew w metalu, stawiając na lokalny wyrób. I ostatecznie martwić się o nic nie muszą, bo to oni rozdawali karty tego wieczoru.

kat
Kat i Roman Kostrzewski, Wrocław, foto. Marcin Goleń

MosherZ, Deadpoint i The Sixpounder zaprezentowali dosyć różnorodny przekrój muzyczny, jak na ramy swego gatunku - thrash metal. Jedni mniej poważni, inni ckliwi do bólu, a jeszcze następni energetycznie zasilali się, mam dziwne wrażenie, z nu metalu. Podskokom na scenie, lub głodnym, romantycznym wyznaniom przez mikrofon nie było końca. Nie jestem do końca przekonana, czy o taką formułę chodziło starym wyjadaczom katowskiej liryki, jednak bawiących się ludzi można było spotkać bez trudu.

kat!2
Kat i Roman Kostrzewski, Wrocław, foto. Marcin Goleń

Choć wyczekiwany, Kat wszedł cicho i spokojnie, prawie niezauważony. Przy pierwszych tonach gitary, pastor Kostrzewski, ubiorem dawał niepokojące wrażenie, że uciekł na koncert z XX-wiecznej paryskiej kawiarni, gdzie stołował się z filozofami Sartre’owskiego gatunku. Uniósł ręce do góry, jakby błagając górę o ustąpienie sobie miejsca, bo oto rozpoczyna akcję: Piekło. Ale to widownia otworzyła drzwi do Diabelskiego Domu Część Pierwsza, prawie wrzynając się Romkowi na wokal. Był Morderca, jego Czas Zemsty w trakcie Milczenia Trupa, by sprowadzić Metal i Piekło przy Niewinności, przeglądając się w swoim własnym Szyderczym Zwierciadle. Roman z Katem całowali nas mlaskając spod sutanny księży przy Cmok-cmok, Mlask-mlask, żeby po chwili zgwałcić kto dziewicą, albo chłostać brzuchy prąciem trzy na metr, wsadzając nam w gardła jaja Purpurowych Godów. Wyrocznię to my, fani na koncercie zaserwowaliśmy Romkowi, kiedy całe A2 falowało od szlochów, ryków i skowytów na bisowym Łza Dla Cieniów Mnionych, zbierając z ziemi co bardziej rozmokłych od ekstazy, wzruszenia i alkoholu we krwi.

kat
Kat i Roman Kostrzewski, Wrocław, foto. Marcin Goleń

Kondycja starych wyjadaczy polskiego thrash metalu była imponująca. Widać, że panowie dobrze czują się na scenie, Roman zasuwał prawie jak Angus Young, nie wstydząc się swych kocich ruchów. Tak blisko Katowi do 40-stki, a rozruszali nie jedno ścierpłe od alkoholu ciało, pozwalając się bawić, wzruszać i czcić antychrześcijańskie serca każdego z obecnych. Nie przynudzali, a prawie 2 godziny zleciały nad wyraz szybko i intensywnie. Ile razy by się na ten zespół nie chodziło, zawsze można liczyć na dobre, zmęczone spełnienie wieczornego baraszkowania z muzyką…

Malwina Sikora