20-08-2016

Neighbourhood

KRAKÓW LIVE MUSIC FESTIVAL (RELACJA - DZIEŃ 2)

Drugi dzień Live Music Festival w Krakowie delikatnie rozczarował pod względem muzycznym, nagłośnieniowym i wizualnym. Na szczęście i tym razem pogoda dopisała, więc wakacyjna atmosfera festiwalu w pozytywny sposób wpływała na nastroje uczestników imprezy, którzy mimo wszystko bawili się znakomicie.

Dzień drugi na Kraków Live Festival rozpoczął zespół Jóga. Skromna liczba słuchaczy, która mimo wysokiej temperatury postanowiła posłuchać trzech muzyków, jeszcze bardziej stopniała, kiedy z Main Stage zaczęły rozbrzmiewać same ballady. Elektroniczne sample płynące z laptopa również nie pomogły w rozbudzeniu znudzonej publiki zgromadzonej na terenie Muzeum Lotnictwa Polskiego.

Na szczęście przygnębiająca atmosfera koncertu Jóga nie przeniosła się do namiotu, gdzie na scenę wyszli The Dumplings. Duet z Zabrza porwał publiczność do zabawy, mimo, że początek w ich wykonaniu był spokojny. Ich elektropopowe kawałki i niesamowity głos wokalistki, Justyny Święs, z każdą minutą przyciągały coraz większą liczbę zaciekawionych uczestników festiwalu. Muzycznie wypadli naprawdę dobrze i dzięki temu rozruszali krakowską publikę.

The Dumplings
fot. M. Stolarska (alterart.pl)

O 19.00 przyszedł czas na The Neighbourhood, którzy cieszyli się powodzeniem przede wszystkim żeńskiej części publiczności, która oszalała z podniecenia widząc swoich idoli. Kalifornijczycy zaczęli od wolniejszych kawałków, aby z czasem podkręcić tempo. Po kilku utworach już nikt nie stał w miejscu. Szkoda tylko, że nagłośnienie, które do tej pory stało na wysokim poziomie, tym razem zawiodło. Momentami pod samą sceną nie dało się wytrzymać tej nawałnicy dźwięków z powodu przesterów, dlatego lepiej było się nieco oddalić, gdzie muzyka brzmiała już jak należy. Niestety godzinne wycie do mikrofonu i smętne melodie w tle nie wywarły na mnie pozytywnego wrażenia.

Neighbourhood
fot. M. Stolarska (alterart.pl)

Tymczasem na Kraków Stage pojawił się zespół Hey. Katarzyna Nosowska po odniesionej kontuzji (zerwane ścięgno Achillesa) wystąpiła siedząc na fotelu, co tak naprawdę nie sprawiło żadnej różnicy podczas ich koncertu. Hey zaczęli od „Teksańskiego”, a potem usłyszeliśmy same hity, które porządnie rozbujały fanów. Bardzo dobry koncert – po prostu stary dobry Hey.

Róisin Murphy, była wokalistka zespołu Moloko, na pewno wyróżniła się pod względem zaprezentowanego show. Ciekawe wizualizacje w tle połączone z energetyczną i nietuzinkową muzyką, dobrym wokalem oraz specyficzną, lekko chaotyczną choreografią spowodowały, że ludzie bawili się świetnie podczas jej występu. Wokalistka, która wyszła na scenę w towarzystwie pluszowego misia, co rusz zmieniała poszczególne części garderoby – stroje, wymyślne nakrycia głowy, które raz wyglądały dziwnie, a raz zabawnie. Ten nietypowy i oryginalny koncert pięknie zwieńczył utwór „Exploitation” w połączeniu z „Sing it back”. Warto było posłuchać i zobaczyć Róisin Murphy w akcji.

Kraków Live Music Festival

fot. M. Stolarska (alterart.pl)

Cage The Elephant zgromadził rzeszę fanów pod namiotem, którzy szaleli od początku występu do samego końca. Była moc i energia, którą uzupełnił jeszcze dobry występ sceniczny. Zgrzytem tego koncertu było jednak źle ustawione nagłośnienie, które zrujnowało przyjemność słuchania muzyki tego amerykańskiego zespołu. Szkoda, bo ten koncert mógł być najjaśniejszym punktem tego wieczoru.

O 23.00 przyszedł czas na headlinera, czyli The Chemical Brothers. Laserowe show połączone z klimatycznymi animacjami w tle, rozpoczęli od ich największego przeboju „Hey Boy Hey Girl”, a zgromadzony tłum momentalnie zaczął śpiewać i klaskać do rytmu. Nie ważne, że grali z laptopa, a na scenie nie było żadnego instrumentu. Ważne, że ludzie bawili się wyśmienicie podczas ich koncertu.

The Chemical Brothers
fot. Z. Sosnowska (alterart.pl)

Na koniec drugiego dnia Kraków Live Music Festival wystąpił Kortez, który w mojej opinii zupełnie nie nadaje się na występy festiwalowe. No chyba, że jego intencją jest wszystkich ukołysać do snu.

I tym niezbyt miłym akcentem miał zakończyć się krakowski festiwal naszpikowany międzynarodowymi, bardzo znanymi artystami, ale organizatorzy mieli jeszcze jedną gwiazdę w zanadrzu. W niedzielę całą imprezę zakończył brytyjski zespół Muse! Ale o tym koncercie przeczytacie w relacji z ostatniego dnia Live Music Festival.

Autor: Mariusz Kapcia