16-01-2016

Warszawa

Torwar

Start
18:00

od 189zł


Torwar
Łazienkowska
Warszawa

Manowar Warszawa, 16.01.2016

Koncert Manowar w hali Torwar w Warszawie, 16.01.2016



Manowar jest właśnie w trakcie trasy koncertowej Gods And Kings World Tour 2016. Zespół promuje na niej, wydany w 2014 roku, trzynasty album studyjny Kings Of Metal MMXIV (który zawiera ponownie nagrane utwory z płyty Kings of Metal, 1988) i świętuje też rocznicę wydania Gods Of War (2007). Z tej przyczyny, na koncercie w warszawskiej hali Torwar, utwory z tych dwóch albumów zajęły większą część setlisty, lecz nie zabrakło i hitów grupy z innych płyt.



Dość mocno zastawiona scena rozrosła się tak, że spowodowała potrzebę przemieszczenia ludzi z najbliższych jej trybun. Pod zawieszonym nad estradą czymś na kształt łuku triumfalnego, zmieściły się aż trzy poziomy: scena, na której większość czasu znajdował się wokalista i gitarzyści, pierwsze podwyższenie dla perkusisty, oraz boczne kładki, na które muzycy wychodzili w poszczególnych utworach. Do tego aż pięć ekranów: duży za sceną, cztery boczne (dwa duże i dwa małe). Wizualizacje wyświetlały się też zresztą nawet pod perkusją. Projekt sceny można zobaczyć w naszym ostatnim newsie.

Na scenę muzycy wyszli po intrze ze ścieżki dźwiękowej do Ben-Hura, autorstwa Miklósa Rózsy. Występ zaczęli tradycyjnie od utworu Manowar. Po nim zabrzmiało Die for Metal z Gods Of War, w którym Erica Adamsa pięknie wsparła publiczność. Po Call to Arms podniośle zabrzmiał długi i zróżnicowany kawałek Sons of Odin. Kings of Metal urozmaiciły flagi na ekranach, z honorowym miejscem dla flagi polskiej oczywiście.

Karl Logan wykonał swoją gitarową solówkę Fallen Brothers, czyli in memoriam dla nieżyjących członków czy pracowników zespołu oraz dla innych, zaprzyjaźnionych czy szanowanych muzyków. Zestawienie na ekranie za sceną Richarda Wagnera, podpisanego jako "ojciec heavy metalu" z Ronniem Jamesem Dio czy Lemmym było o wiele bardziej pompatyczne, niż samo solo Logana. Następnie przyszła kolej na bas. Joey DeMaio ze śmiertelnie poważną miną sparafrazował nie taki wcale poważny Lot trzmiela Rimskiego-Korsakowa. Po uspokojeniu atmosfery występami gitarowymi, zespół wykonał między innymi King of Kings, Hand of Doom i House of Death. Bardzo dobrze zaśpiewał Adams w The Dawn of Battle. Ostatnim utworem przed bisem było Hail and Kill.


Po brawach na scenę wrócił DeMaio, który wygłosił zabawną pogadankę o: pięknych i mądrych polskich dziewczynach, o "true heavy metalu" i "rodzinie" Manowara. Muzycy wykonali jeszcze Warriors of the World United oraz Black Wind, Fire and Steel. Te utwory zgrabnie podsumowały i zamknęły występ.


Manowar mianował się najgłośniejszym zespołem świata. Skoro jako pierwsi hasło takie przyjęli, nie będziemy oceniać, czy rzeczywiście tak jest. Ważne że koncert na Torwarze był głośny. Choć części fanów zabrakło "czegoś więcej", występ Manowar w Warszawie wypadł dobrze, po prostu prawidłowo powermetalowo, a na szczególne brawa zasłużył wokalista grupy, który naprawdę jest w formie.

Katarzyna Ryzel