21-10-2017

mayhem

Warszawa

Klub Progresja Music Zone

Start
20:00

95 zł

110 zł


Klub Progresja Music Zone
Fort Wola 22
Warszawa

Mayhem i Asphyx w Warszawie

Po – jak donoszą źródła – całkiem udanym występie w Katowicach, 21 października w warszawskiej Progresji odbył się kolejny koncert norweskiej legendy black metalu – grupy Mayhem. Oprócz zespołów Thunderwar, Centurion, Deus Mortem i Dragged Into Sunlight, do składu (wyłącznie na koncert w Warszawie) dołączyli Holendrzy z Asphyx.



Otwierający wieczór warszawski zespół Thunderwar ogłosił w dniu katowickiego koncertu, że ich perkusistę Pawła „Pavulona” Jaroszewicza (który dopiero co – oficjalnie we wrześniu – dołączył do zespołu, zajmując miejsce Vita Argasińskiego) z powodu chwilowej niedyspozycji, na najbliższych koncertach zastąpi James Stewart (m.in. Vader). W zeszłym roku Thunderwar wydali płytę Black Storm. Wyraziście zagrany, inspirowany klasyką gatunku, ale świeży i pomysłowy death metal.

Występ drugiej grupy ze stolicy, Centurion, wypadł równie udanie. Mroczny, rytmiczny death metal z bardzo przyjemnym, niskim growlem. Warto pochwalić też szczery, nie nadęty kontakt z publicznością oraz bardzo wyraźną wymowę wokalisty, która sprawiała, że growlowane teksty były stuprocentowo zrozumiałe. Centurion zagrali cały najnowszy minialbum Extinction i kilka dodatkowych utworów ze starszych płyt: No One to Serve z albumu z 2012 roku oraz 148 B.C. z Conquer & Rule (2002). Z Extinction w pamięć zapadły mi zwłaszcza krótkie i mocne Mutilated by the Gods, A.P.Z z polskim tekstem oraz Basilica of Lies. Bardzo dobry koncert. Aż szkoda, że w klubie nie było jeszcze za dużo ludzi i rozproszona publiczność mało się bawiła.

Wrocławski Deus Mortem zaprezentował dla odmiany bezkompromisowy, ostry black metal – włącznie z corpsepaintem i growlowaniem między utworami, do publiki. Trzeba przyznać, że razem z długimi, bojowymi utworami zespołu tworzyło to fajny, oldschoolowy, blackmetalowy klimat. Wokal na żywo brzmiał nieco głośniej, niż na nagraniach, miał zdecydowanie rolę prowadzącą i wybijał się ponad instrumenty, ale, że ogólnie nagłośnienie było całkiem niezłe, występ Deus Mortem na tej zmianie nie stracił.

Muzyki Brytyjczyków z Dragged Into Sunlight byłam bardzo ciekawa na żywo. Nagrania mi się podobają, zastanawiało mnie natomiast, jak uda się je przenieść na scenę w klubie. Okazało się, że całkiem nieźle. Tego wieczora w Progresji nagłośnienie trzymało poziom, i kompozycje Dragged Into Sunlight stawały się ścianą dźwięku tylko wtedy, kiedy miały nią być.
Utwory przeważnie zaczynały się od krótkiego intra, w które nagle, jak młot pneumatyczny, wbijajały się gitary, perkusja i wokal – na przykład w otwierającym występ utworze To Hieron (z płyty o symbolicznym w tym przypadku tytule Hatred for Mankind, 2009). Muzycy wystąpili na scenie przyozdobionej wielkim kandelabrem i czaszkami jeleni, odwróceni do publiczności plecami, osnuci w zasłonę dymu, którą przeszywał tylko stroboskop. To wszystko, plus zupełny brak kontaktu ze słuchaczami oraz sama intrygująca, ale bezlitosna muzyka zespołu, stworzyło jakiś rodzaj introwertycznego misterium. Misterium wciągającego bądź nużącego, co widać było po publiczności. Jak dla mnie: to pierwsze.



Asphyx ściągnął do klubu chyba tyle samo fanów, co Mayhem. Większość setlisty zespołu zajęły kawałki szybkie i trzeba pochwalić kondycję Martina van Drunena, który z zawrotną prędkością wykrzykiwał z siebie teksty utworów. Asphyx pokazali jeszcze inny typ interakcji z publiką, niż poprzednie zespoły. Można powiedzieć, że trochę „amerykanski”: dużo gadania do publiki i zachwalania jej, nieustanne chodzenie gitarzystów po scenie, granie w parach itp.
Występ Holendrów, w związku z setlistą, był energiczny, rozpędzony. Asphyx zagrali między innymi Division Brandenburg, Wardroid, Death the Brutal Way, Scorbutics, Deathhammer, Forerunners of the Apocalypse i na koniec Last One on Earth. Akustycznie było nieźle, aczkolwiek parę decybeli mniej jeszcze poprawiłoby brzmienie.

Mayhem wyruszyli na tournee z setlistą zawierającą tylko i wyłącznie płytę De Mysteriis Dom Sathanas. W kwestii prezencji scenicznej, gwiazda wieczoru przebiła wszystkie supporty razem wzięte. Już długie intro poprzedzające wyjście zespołu na scenę, pozwalało spodziewać się specjalnie zaplanowanej oprawy występu. Mayhem wystąpili w długich szatach z kapturami. Zmieniały się elementy scenografii – tu największe wrażenie zrobił chyba ołtarz ozdobiony świecami i czaszką, który pojawił się w trakcie Life Eternal. Takie urozmaicenie miało pewien sens wobec znanego wszystkim setu (utwory z płyty, po kolei). Były też dodatki muzyczne, takie jak intra, na przykład pełen szumu wiatru mroczny wstęp do wspomnianego Life Eternal, czy odgłosy ogni piekielnych wprowadzające do Cursed in Eternity. Na żywo najlepiej wypadły nieźle zaśpiewane Freezing Moon, okraszone czerwonymi światłami tworzącymi iście infernalną atmosferę Cursed in Eternity, solówki gitar w Life Eternal, From the Dark Past z perkusyjnym solo, bardzo niski głos Attili Csihara w Buried by Time and Dust i oczywiście tytułowe De Mysteriis Dom Sathanas.
Oprócz świateł i scenografii, teatralne niemalże widowisko, które Mayhem zaprezentowało na scenie, urozmaicał też sam wokalista. Snuł się i wił niczym zjawa, odprawiał rytuały zza ołtarza, okadzał scenę kadzidłem i śpiewał do czaszki. Trochę straszno, trochę śmieszno. Cała oprawa przypomniała mi okultystyczne filmy klasy B z lat 70. Niewątpliwie miało to swój urok, ale aktorstwa Atilli było chyba aż za dużo. Natomiast muzycznie – nie wiem jakim cudem – De Mysteriis Dom Sathanas z jednej strony brzmiało tak brudno, jak na płycie z 1994 roku, a z drugiej strony – dużo lepiej. Co znaczy tyle, że muzycy zagrali naprawdę niezły koncert i dobrze oddali album na żywo.

mayhem
fot. Mayhem, 20.10.2017, Katowice

Podsumowując krótko, 21 października 2017 w Progresji to dzień wart zapamiętania: wszystkie zespoły reprezentowały świetny poziom wykonawczy, akustyka nie zawodziła, publiczność dopisała. Black i death metal szły łeb w łeb.




Katarzyna Ryzel