15-10-2016

New Model Army - Katowice

New Model Army zagrali w katowickim MegaClubie! (relacja)

Zespół New Model Army rozpieszcza swoich polskich fanów, ponieważ postanowił zagrać w naszym kraju aż sześć koncertów. MegaClub był piątym przystankiem w polskiej części trasy koncertowej promującej najnowszy album zespołu - „Winter”. 15 października katowicka publiczność miała okazję spędzić wspaniały wieczór przy charakterystycznej muzyce NMA.

„Rodzina” jak pieszczotliwie nazywani są fani New Model Army oczywiście nie zawiodła, stawiając się bardzo licznie w katowickim MegaClubie. Przedział wiekowy publiczności był niezwykle szeroki, co nie powinno dziwić skoro zespół działa już od ponad 30 lat, a na swoim koncie ma 14 albumów i z oryginalnego składu ostał się tylko „niezniszczalny” Justin Sullivan, ikona i motor napędowy grupy. Nie zmienia to faktu, że New Model Army wciąż brzmią oryginalnie oraz świeżo i zupełnie nie potrzebują supportu. Wystarczy wyjść na scenę i dać ludziom kawał dobrej muzyki.

Pierwszą część koncertu zdominowały utwory z najnowszej płyty „Winter”. Początkowy „Burn the Castle” jeszcze nie zrobił wrażenia na publiczności, ale singlowy „Winter”, energetyczny „Part the Waters” czy rockandrollowy „Eyes Get Used to the Darkness” spotkały się z entuzjazmem fanów i nawet rozkręciły mini-pogo pod sceną. „Devil” zabrzmiał wyjątkowo ciężko na żywo, co sprowokowało Ceri’ego Mongera do jeszcze bardziej energicznego wymachiwania w powietrzu czerwonymi włosami. Po klimatycznym „Drifts” usłyszeliśmy niesamowity “Born Feral”, gdzie basista wspomógł na dodatkowych bębnach Michaela Deana, nadając temu kawałkowi mocy, a niebiesko-białe stroboskopowe oświetlenie jeszcze spotęgowało ten efekt. Ostatnim numerem z nowego albumu był akustyczny „Die Trying”, gdzie publika chętnie śpiewała słowa wraz z Justinem Sullivanem.

New Model Army - Katowice

fot. materiały własne

Między utworami z krążka „Winter” wpleciono również starsze kawałki jak „White Light” czy „Fate”, na które fani reagowali bardzo żywiołowo, a dynamiczny „Angry Planet” emanował dużą energią ze sceny. Druga cześć koncertu przemieszana była klasykami z utworami z niedawnych płyt. Nastrojowe „Autumn” zabrzmiało pięknie z chóralnym śpiewem publiki i solówką gitarową. Z kolei potężne „Stormclouds” zabrało nas w cięższe klimaty, gdzie ponownie Ceri Mongera przeniósł się na bębny. Przy wyjątkowo dobrym nagłośnieniu jak na MegaClub perkusyjny duet zrobił piorunujące wrażenie. Najsłynniejsze utwory New Model Army, czyli „White Coats” i „51st State” oczywiście wywołały największy aplauz i rozbujały publikę. Przed pierwszym bisem Sullivan trochę zdegustowany mówił o Brexicie, bo w związku z tym będą mieć problemy, żeby za rok znowu móc zagrać w Polsce. Z tego powodu „Island” nabrało tak emocjonalnego charakteru, gdzie muzykom na scenie puściły wszelkie hamulce.

Na bis usłyszeliśmy znakomicie przyjęte przez fanów „Purity”, a potem „Poison Street”, gdzie ludzie bawili się wybornie, chętnie śpiewając do melodii. Na koniec NMA zagrali punkowe „Get Me Out”, otrzymując burzę braw z zachwytu. Publiczność domagała się jeszcze jednej piosenki i rzeczywiście zespół wyszedł na drugiego bisa. Sullivan pół żartem, pół serio stwierdził, że „noc jest młoda… ale my nie”, więc musiał wystarczyć wszystkim tylko jeden kawałek, a był nim „I Love the World”, który energetycznie zakończył ten wspaniały wieczór.

New Model Army umiejętnie nakreślił swoją setlistę podgrzewając emocje tak, aby pod koniec wszyscy, bez wyjątku, wyszli z koncertu zadowoleni. Imponował Sullivan, który choć już nie jest młodym człowiekiem, to jego głos wciąż pozostaje taki sam, pełen uroku, ale z odrobiną zamierzonej szorstkości. Koncert był zjawiskowy, a przy satysfakcjonującym nagłośnieniu katowickiego klubu można było odpłynąć z New Model Army. Czekamy zatem na kolejne występy w Polsce!

Magda Muszyńska