13-05-2017

phil

Jablonec nad Nisou

Eurocentrum

Start
20:00

490 koron czeskich


Eurocentrum
Jiráskova 4898/9
466 01 Jablonec nad Nisou
Czechy

Phil Rudd -ex AC/DC wystąpił w Jabloncu NN, zapraszamy do relacji!!!

Phil Rudd przegrał połowę życia – oczywiście w AC/DC na perkusji w tym na najlepszych płytach i w najważniejszym składzie z Bonem Scottem za mikrofonem. Phil Rudd jest ostatnią żywą legendą rock’n’rolla – niebezpiecznym facetem z przeszłością, twardym biznesem z twardymi nałogami i konfliktami. Z tych samych powodów zamiast zarabiać kolejne miliony na odgrzewaniu na stadionach swojej macierzystej kapeli – ruszył w trasę klubową z kolegami z podwórka zwanego Nową Zelandią. Która to trasa ma być może nawet tam i swoje… plusy. Rozchodzi się jednak o to, żeby te plusy nie przesłoniły minusów. Zapraszam do przeczytania relacji z koncertu Phila Rudda, który odbył się 13 maja w czeskim Jabloncu Nad Nisou.

W czeskim, bo niestety w Polsce nie doszedł do skutku ani jeden set – nie wiem, jak to możliwe, że zabrakło odważnych do organizacji w momencie, gdy Phil w sąsiednich Czechach i Słowacji zagrał w sumie 9 razy. My trafiliśmy jakieś 50 km od Jeleniej Góry do Jablonca Nad Nisou. I szczerze powiedziawszy, był to jeden z najdziwniejszych koncertów, na jakich kiedykolwiek byłem.

Raz, że umiejscowiony w sali „Eurocentrum”, która jakościowo stoi gdzieś pomiędzy Columbiahalle w Berlinie i warszawską Stodołą, a przecież jesteśmy teoretycznie w czeskiej wsi. Dwa, koncert otwierały supporty w postaci czeskich zespołów Hanta i Stroy. Dodam, że ten pierwszy gra (próbuje grać) grindcore, drugi rock alternatywny z mocną domieszką grunge’u. Doprawdy idealne przedwzmacniacze do starej klasyki rocka.

phil
Phil Rudd Band, Jablonec NN, Krzysztof Wakor

Sala wypchała się prawie w pełni, polewano pysznego Staropramena w jedynej, właściwej wersji i cenie nefiltrovanej 35 koron. Kilka chwil przed 21:00 na scenie zainstalował się zespół bębniarza (po czesku „bubenika”) Phila składający się z jego starych kumpli – wokalisty Allana Badgera i gitarzysty Geoffreya Martina. To właśnie z nimi nagrał i wydał w 2014 roku album „Head Job” , którego zresztą nie da się nigdzie kupić i niczemu mu nie brakuje – gdyby narzucić nad nim produkcję współczesnego AC/DC, z powodzeniem moglibyśmy mieć po prostu kolejny album tej kapeli. Goście z Nowej Zelandii czują rock’n’rolla w ten sam sposób. Wieść gminna niesie, że z Philem znają się od 25 lat, a on sam solowy krążek tworzył od 1980 roku. Pytanie tylko, ile w tym prawdy? Skład uzupełnili kolejni pacjenci z aktualnej ojczyzny Rudda – basista John Proctor i gitarzysta Mike „Mutt” Furness.

phil
Phil Rudd Band, Jablonec NN, Krzysztof Wakor

W sumie na scenie wystartował 5. osobowy, solidny skład. Brzmiący obficie i profesjonalnie. Tak naprawdę, wszystko było na dobrym poziomie i koncert byłby świetny, gdyby nie to, że… trwał 45 minut. Setlista w większości zawierała materiał z udanego, będącego powrotem do dawnych hard rockowych korzeni „Head Job”. Uzupełniły ją trzy numery AC/DC – „Shot Down In Flames” , „Up To My Neck In You” i „Rock 'N' Roll Damnation” . Szkoda, że tylko trzy, bo szło im seryjnie dobrze i gdy wszyscy rozgrzali się do czerwoności – kapela po prostu zawinęła się ze sceny.

phil
Phil Rudd Band, Jablonec NN, Krzysztof Wakor

Wszyscy czekaliśmy na Phila Rudda. Wyszedł na 5 minut, podpisał parę płyt, dał sobie zrobić kilka zdjęć, po czym zniknął tak samo nagle, jak się pojawił. Wiek i przeżycia zrobiły swoje, wywarły też piętno na jego wyglądzie. Czy jeszcze zagra z AC/DC? Po tym, co zobaczyłem śmiem wątpić, chociaż kto ich tam wie...

Paweł Kuncewicz