17-07-2015

Jarocin

Jarocin

od 140zł do 170zł


Jarocin
..
Jarocin

Relacja z Jarocin Festiwal 2015

WYPEŁNIĆ PUSTKĘ – RELACJA Z JAROCIN FESTIWAL 2015

Dzięki nieco naiwnemu, błyskawicznie skonsumowanemu przez władzę sprzeciwowi młodych, którzy marzyli o wolności i głośno tupali nóżką, Jarocin obrósł legendą. I chociaż dziś festiwal w niczym nie przypomina słynnego Przeglądu Muzyki Młodej Generacji, na którego deskach pojawiła się chociażby debiutująca Siekiera, to jednak dla nas, podobnie jak i dla starych wyjadaczy polskiego rocka, wypady na Jarocin to przede wszystkim sentymentalna podróż w przeszłość. Bo i dla nas właśnie tutaj wszystko się zaczęło.


JAROCIN 2015

Fot. własne




Reaktywowany w 2005 roku festiwal w założeniu miał nawiązywać do historii i tradycji słynnego poprzednika. Pomysł ten okazał się o tyle pociągający, co niemożliwy do zrealizowania, zaś sam bunt – hasłowy i pusty. Ale czy potencjalnej widowni wadził fakt, że organizatorzy starają się zbić kapitał na ich wspominkach i sentymentach? Na pewno nie. A i sama perspektywa odtworzenia przynajmniej namiastki starego ducha, skusiła tysiące fanów ciężkiego grania. Zarówno tych, którzy na starym Jarocinie bywali, jak i tych, którzy urodzili się zbyt późno.



Fot. własne



Komuś to jednak przeszkadzało, wszak przywrócenie pierwotnej formy festiwalu stało się małą obsesją władz miasta. Niby trudno się dziwić, w końcu stary Jarocin pozostaje jego wizytówką po dziś dzień. Stąd właśnie podjęta niedawno decyzja o zmianie agencji organizacyjnej i chęć ponownego postawienia na młode kapele, nawet kosztem zagranicznych gwiazd, z czym wiąże się oczywiście ryzyko finansowej katastrofy. Problem w tym, że władze miasta nie przewidziały, że ludzie nie zapłacą za oglądanie debiutantów tyle, ile zapłaciliby za oglądanie swoich ulubionych zespołów. I w 2015 roku Jarocin był pusty.

Plusy dodatnie, plusy ujemne

Uczciwie należy oddać organizatorom, że świetnie przygotowali teren festiwalu i znakomicie wykorzystali czas począwszy od rozstrzygnięcia przetargu, aż po uroczystą inaugurację. A tego mieli niewiele, bo raptem cztery miesiące.


JAROCIN 2015


Fot. własne



W tym roku festiwal przeniesiony został ze stadionu miejskiego na sąsiadujące pole kukurydzy które uprzednio przeorano, po czym posadzono trawę, jaka okazała się dla pola namiotowego podłożem znacznie lepszym, niż grząski grunt, na jakim uczestnicy musieli biwakować w latach poprzednich. Zadbano także o to odpowiednią liczbę pryszniców i toalet, a strefa gastronomiczna – chociaż uboga – zaskoczyła niskimi cenami, przez co wycieczki do miasta ograniczać można było do minimum. Egzamin na "piątkę" zdała także ochrona, która darowała sobie sprawdzanie, czy uczestnicy czasem nie przemycają w majtkach wódki.


JAROCIN 2015


Fot. własne



Organizatorzy zadbali także o to, by na miejscu dobrze czuli się dziennikarze. W strefie dla prasy nie zabrakło komputera i drukarki wysokiej jakości, zatem obyło się bez utrudnień w wykonywaniu zawodu. Swobodnie mogły czuć się także dzieciaki, dla których przygotowano specjalną strefę zabaw, natomiast straż miejska darowała sobie spisywanie przydomowej gastronomii.

Ponadto cieszy fakt, że – mimo wysokich cen biletów – zgadzał się przynajmniej stosunek jakość - cena – scena. Nagłośnienie nie zawiodło, było selektywnie i obyło się bez szumów i szmerów wszelakich. Czystość dźwięku pozwalała wysłuchiwać koncertów z niemal każdego zakamarka terenu festiwalu. Jeśli zaś o oglądanie chodzi – oświetlenie było jednym z najlepszych, jakie było dane nam uświadczyć na koncertach plenerowych w ogóle.

O koncertach małych i dużych

Dość jednak o kwestiach porządkowych, czas na muzykę. Piątkowe zmagania na scenie głównej zainaugurowała Zmaza, laureaci I Nagrody Jury Jarocin Festiwal w 2006 roku. Fejm dał o sobie znać, bo na koncercie punkowców z Trzcianki bawiło się (nie mylić z trwało i kontemplowało) więcej ludzi niż na gigu legendarnego Petera Hooka i jego nowej załogi. Zmaza dała czadu, była energia, był rock'n'roll, a przecież o to w tym wszystkim chodzi.




Źródło: materiał uczestnika koncertu



O 19:00 swoje pięć minut miał zespół Curly Heads Dawida Podsiadło a razem z nim nastolatki, które tłumnie i dumnie stawiły się pod sceną. Nie mój klimat, nie siadło. Powiadają jednak, że w tym wypadku punkt widzenia zależny jest od punktu zapatrzenia.

Strasznie wynudziły za to młodziaki z Young Guns. Nie było iskry, o ogniu nawet nie wspominając. Znalazła się jednak garstka, która chciała Brytyjczyków słuchać. Naliczyłem się ze trzydziestu osób. Czyli dobre trzydzieści razy mniej niż na My Riot, które dało jeśli nie najlepszy, to na pewno najbardziej żywiołowy koncert pierwszego dnia. Glaca nie potrafił ustać w miejscu i zafundował publice pożądany zastrzyk energii. Dobrą passę podtrzymali stali bywalcy polskich festiwali, Lao Che, których gig cieszył się sporym zainteresowaniem, za jakie muzycy odpłacili fanom całkiem niezłym show.

Sobotnie zmagania rozpoczęła Natalia Przybysz, która po odejściu z Sistars dalej podstępnie wykorzystuje popkulturę do przełamywania barier i łagodzenia międzyrasowych tarć. "Śniło mi się, że mam wielki biust, poruszam nim i wszyscy się gapią; śniłam też, że mam nogi jak miód, ciągnęły się od szyi po kanapie" – normalnie Ameryka. Aż musiałem się napić.




Źródło: materiał uczestnika koncertu



Stąd też przerwa w aktywności festiwalowej aż do 18:30. Wówczas bowiem na scenie zameldować się miało KSU, czyli prawdopodobnie najbardziej "jarociński" zespół na całym festiwalu. Co prawda nie było fajerwerków, a smyczki i rozmyty, ekhm, artyzm, można było sobie darować i po prostu dowalić do pieca, ale nie ma na co narzekać. Bardzo przyzwoity koncert bardzo przyzwoitego zespołu.

Voo Voo ostatni raz widziałem w 2010 roku na OFFie. Wtedy Waglewski strasznie mnie wynudził bo zagrał dość smętnie jak na wczesną porę i straszny upał. Na Jarocinie wiele się w tym temacie nie zmieniło, ale tym razem Voo Voo zaczęło o 20:20, a i ja miałem więcej cierpliwości. Kawał niezłego "tindersticksowania" w niezłej obsadzie.

Nie ukrywam jednak, że w sobotę najbardziej wyczekiwałem koncertu Budzego i jego Trupiej Czaszki. Raz, że to persona związana z Jarocinem właściwie od początku, a dwa, że gość po prostu jest świetnym i wszechstronnym muzykiem, co udowadniał wiele razy czy to w Siekierze czy Armii, z którą przebył drogę od klasycznego punka do psychodelicznego, krautrockowego "swansowania", aby z Trupią Czaszką powrócić do korzeni, d-beatu i hardcore'owego galopowania. W Jarocinie Budzy powitany został przez dość liczną jak na tegoroczne warunki publikę, która bawiła się niemal tak dobrze, jak sami muzycy. Budzy i Trupia Caszka, czytaj highlight. Plus za wizualizację.




Źródło: materiał uczestnika koncertu



Nowe Sytuacje, czyli festiwalowy hołd dla Grzegorza Ciechowskiego i zespołu Republika, troszeczkę przynudzało, chociaż na pewno nie zamuliło publiczności po energicznym koncercie Budzego, a to – biorąc pod uwagę frekwencję na festiwalu – już coś.

Pod górę miała za to grupa Tymon & Transistors, która wyszła na deski w niedzielę o 16:00, ale musiała przerwać koncert ze względu na burzę. Kiedy jednak ta ustała, "weselna" załoga Tymańskiego wróciła na scenę i dała czadu, chociaż widownia nie dała się rozbujać i sprawiała wrażenie zagubionej, mimo że pod sceną zebrał się całkiem pokaźny tłum. Pogrążoną przedtem w marazmie i kontemplacji publikę rozbujał za to Big Cyc. I nie dziwota, w końcu Skiba jest gościem, któremu charyzmy odmówić nie można, to i nawet ja, mimo że za dorobkiem dinozaurów-jajcarzy od "Kiepskich" nie przepadam, odpuściłem sobie narzekanie i marudzenie. Bo nie dało się, po prostu.

Niemniej odbiór koncertu Big Cyc i tak był niczym w stosunku do tego, co miało nadejść, czyli gigu Australijczyów z The Rumjacks, przy którym publiczność bawiła się lepiej niż na którymkolwiek z poprzednich występów. Tańce, śpiewy, folk, punk, pełen luz. Tak powinien wyglądać Jarocin w nowej odsłonie. A jak komuś nie pasowało, to zostało jeszcze Acid Drinkers i pierwszorzędny jajcarz Tytus. Młot na malkontentów.




Źródło: materiał uczestnika koncertu



Niestety, bardzo rozczarował Peter Hook ze swoim The Light. Do próby odrestaurowania ducha Joy Division od początku pochodziłem z dużym dystansem. Bez Curtisa to po prostu nie ma sensu. A nawet jeśli, wszystko w temacie (do)powiedziało New Order w pierwszych latach działalności.

Covery Joy Division wypadły słabo, chociaż nastolatki piszczały w niebogłosy zupełnie jakby nie zajarzyły, że ten pan z brzuszkiem to nie Ian Curtis. Nowe i nowe-stare numery nie mają duszy i w najlepszym razie brzmią jak przyzwoita, rzemieślnicza robota, a w najgorszym, jak profanacja dorobku załogi z Manchesteru. Starałem się być wyrozumiały ze względu na sympatię, jaką darzę Joy Division, New Order i samego Hooka, ale przez cały czas głowiłem się "po co?" I nie skumałem.




Źródło: materiał uczestnika koncertu



Czas podsumowań

Tuż po zakończeniu festiwalu nie milkną głosy, jakoby tegoroczna jego edycja była najgorszą od lat. W tym miejscu rodzi się jednak pytanie, czy na Jarocin jeździmy ze względów sentymentalnych, czy ze względu na naszpikowany gwiazdami line-up? Jeśli to drugie, to warto prześledzić muzyczną mapę Polski i tej części Europy w okresie letnim. Jarocin raczej nie ma szans zyskać na znaczeniu i konkurencyjności względem większych, bardziej napompowanych finansowo wydarzeń tego typu. Rynek weryfikuje. I dlatego swojej szansy organizatorzy upatrywać muszą w niekonwencjonalnym podejściu, a nie próbie siłowania się z potentatami. I prawie udało im się swój cel osiągnąć. Prawie, bo było kilka minusów, jak chociażby ceny karnetów czy – w konsekwencji – rozczarowująca frekwencja, ale podejrzewam, że festiwal przetrwa, i za rok, gdy organizatorzy będą mieli więcej czasu, znów obejdzie się bez kompletnej klapy i znów zajdzie się przynajmniej grupka zapaleńców, która doceni ich starania.

Autor: Przemyslaw Kantorski
Źródło: materiał organizatora

RELACJA


Zachęcamy także do przeczytania relacji organizatora Jarocin Festiwal 2015!

▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬
18-07-2015

Jarocin Festiwal - 1 dzień

Jarocin Festiwal 2015 - relacja z pierwszego dnia

19-07-2015

Jarocin Festiwal - 2 dzień

Jarocin Festiwal 2015 - relacja z drugiego dnia festiwalu

|
▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬