01-03-2017

Warszawa

Torwar

Start
18:00

od 130zł


Torwar
Łazienkowska
Warszawa

Sabaton i Accept w Warszawie relacja!

W ramach „The Last Tour” do polski na cztery koncerty przyjechał zespół Sabaton (27 lutego w ERGO Arenie, 28 lutego we wrocławskiej Hali Stulecia, 1 marca na warszawskim Torwarze i 3 marca w krakowskiej Tauron Arena). Na trasę koncertową Szwedzi zaprosili legendarny, heavymetalowy zespół Accept i powermetalowy Twilight Force. Poniżej wrażenia z koncertu w Warszawie.


Już przed otwarciem bram o godzinie 18, pod Torwarem stały wielkie kolejki. Publiczność dopisała – i to w pełnym przekroju wiekowym. Wszędzie kręcili się fani Accept i nieco bardziej wyraźni wizualnie (od koszulek z logo zespołu, przez wojskowy kamuflaż od stóp do głów, po istne sobowtóry wokalisty) fani Sabatonu. (Nie ma się zresztą co dziwić, bo merch Sabaton ma naprawdę bogaty).

Szwedzki zespół Twilight Force rozpoczął swój występ od Battle of Arcane Might. I już było wiadomo, że na pewno nie zabraknie tu werwy, co potwierdziły też kolejne kawałki, np. To the Stars i Riders of the Dawn. Twilight Force grają power metal z gatunku tych galopujących; z dobrym, mocnym, klasycznym wokalem – Chrileon nie męczy się wyciągając wysokie dźwięki. Ciekawy jest pomieszany image zespołu: od zamaskowanego elfa-nindży, przez skóry i peleryny, po mroczne kaptury i magiczne lagi. Niestety, wrażenia z koncertu psuła akustyka - mocno bębniły i odbijały się doły. Obeszłam cała płytę i dudniło wszędzie. Podejrzewam, że podobnie brzmiało to na trybunach (a na tym koncercie były tylko trybuny z tyłu sali, naprzeciw sceny; resztę zasłonięto czarnymi kotarami). Na szczęście publiczność reagowała na występ Szwedów żywo i radośnie, nie przejmując się niedostatkami brzmieniowymi. Ogólnie rzecz biorąc Twilight Force zaprezentowali poprawny, choć niezbyt odkrywczy power metal, i bardzo dobrą energię, szkoda tylko, że nie było tego lepiej słychać. Zespół wyszedł po koncercie do publiczności. Oj, nie brakowało chętnych na zdjęcia - zwłaszcza z perkusistą w stroju maga.

the_last_wawa

Występ Accept był dla mnie najciekawszym odcinkiem wieczoru. Według części uczestników koncertu, ze względu na staż i osiągnięcia, to właśnie Accept powinni wystąpić jako gwiazda. Czy rzeczywiście – to już zależy od gustów – bo zespół Sabaton, choć młodszy, również odniósł duży sukces, obecnie na pewno większy komercyjnie niż Accept, i przyciąga więcej fanów – nie dziwi więc, że to szwedzka grupa firmuje trasę swoim logo.

the_last_wawa

Accept wystąpili na scenie przyozdobionej metalowymi kontenerami, kojarzącymi mi się z grami FPS. Do tego dymiarki i światła. W zasadzie skromnie, ale za to nie bez temperamentu. Niemcy byli w formie i widać było, że lubią to, co robią. Mark Tornillo zaprezentował naprawdę świetną kondycję wokalną, nie oszczędzał się również ulubieniec publiczności, gitarzysta Wolf Hoffmann. Znów trochę niedomagało brzmienie, ale jakoś w przypadku Accept, którego stare nagrania i tak brzmią jak brzmią, łatwiej było przymknąć na to oko (ucho). Muzycy rozpoczęli od Stampede. Nawet mimo niedociągnięć akustycznych, całkowicie oczarował mnie na żywo kolejny utwór, Stalingrad. Po tym kawałku, wszystkie bitewne kompozycje Sabaton (w tym ich Stalingrad, który jednak nie pojawił się na setliście) nie mogły już zrobić na mnie wielkiego wrażenia. Bardzo dobrze wypadło też Restless and Wild oraz esencjonalne, krzepkie London Leatherboys. Final Journey nie uważam za zbyt porywające, ale nie ostudziło entuzjazmu publiczności. Po tym kawałku, w Princess of the Dawn, Accept zaczęli znowu budować napięcie, które eksplodowało przy diabelnie rozpędzonym Fast as a Shark, po którym publiczność skandowała nazwę zespołu. Metal Heart, nawet mimo solówek i zabawy z publicznością, jakoś mnie nie porwało, ale Teutonic Terror i oczywiście Balls to the Wall wypadły znakomicie. Występ Accept (jak na razie) zaliczam do grona najlepszych w tym roku.

Nie jestem fanką Sabaton, więc postaram się zbytnio nie oceniać tu muzyki, tylko bez uprzedzeń oddać wrażenia z występu. Zespół tradycyjnie umieścił na scenie czołg (na którym znajdowała się perkusja). Nie zabrakło też dymu i płomieni, a w głębi sceny, na ekranie, przewijały się animacje związane z utworami, tytuły czy fragmenty tekstów oraz logo zespołu.

Sabaton rozpoczęli występ przy zasłoniętej scenie, od coveru In the Army Now Status Quo, ale koncert w zasadzie ruszył od Ghost Division, po którym Joakim Brodén i (ponoć) muzycy z Twilight Force wyszli na scenę w przebraniach Spartan – a więc Sparta. Publiczność na dobre rozkręciła się przy skocznym Blood of Bannockburn z fajnie zaśpiewanymi chórkami, i nieco wolniejszym Swedish Pagans. The Last Stand mam wrażenie nie uniosło dalej energii, ale publika znów ożywiła się, odśpiewując Carolus Rex oraz Union (Slopes of St. Benedict) o bitwie o Monte Cassino. Po The Lost Battalion i The Lion From the North, usłyszeliśmy The Final Solution przerobione na balladę w wersji „acoustic” – z klawiszami i gitarą akustyczną. Na telebimie wyświetlony był rzut zza sceny i publiczność widziała sama siebie. Koncert zaczął zbliżać się do największych dla polskiej publiczności przebojów. Uprising wzbudziło duży entuzjazm i fani głośno odśpiewywali fragment „Warszawo walcz!”. Tu muszę dodać od siebie, że oglądanie wielkiego, animowanego Znaku Polski Walczącej na ekranie za sceną wzbudziło we mnie jednak mieszane uczucia. Po zgrabnym utworze Night Witches przyszła kolej na następny polski akcent, czyli WInged Hussars, a za chwilę, już na bis, na jeden z międzynarodowych hitów, czyli Primo Victoria. Bisowa Shiroyama trochę mnie wynudziła, ale zespół miał jeszcze w zanadrzu 40:1, czyli chyba najbardziej znany i lubiany w naszym kraju kawałek Sabaton. A na sam koniec, dziarski akcent w postaci To Hell and Back.

the_last_wawa

Zespół miał zastępstwo na perkusji – zamiast Hannesa Van Dahla, któremu właśnie urodziło się dziecko, występował Daniel Sjögren – radził sobie całkiem nieźle. Na koncercie nie zabrakło kontaktu z fanami (którzy na przykład domagali się, by gitarzysta pił piwo), czy wspomnień z poprzednich koncertów w Polsce. Sabaton przygotował show na światowym poziomie i wielbiciele zespołu na pewno nie byli zawiedzeni koncertem na Torwarze.



Katarzyna Ryzel