18-06-2017

sepa_wro

Wrocław

A2 - Centrum Koncertowe

Start
19:22

70 zł

80 zł


A2 - Centrum Koncertowe
Góralska 5
Wrocław

Sepultura zagrała we Wrocławiu. Przeczytaj relację!

Jest rok 1990. Podczas jednej z licznych wizyt w grodzie Kraka kupuję w kiosku na rogu Rynku i ulicy Floriańskiej jeden z pierwszych numerów Thrash'em All. Tak, jeszcze w formacie A5. Chwile później na murze widzę machnięty sprayem napis „Speak Polish or Die”. Inspiracja debiutem thrashowej supergrupy S.O.D, „Speak English or Die” jest oczywista, ale ironia zawarta w tym haśle sprawia, że obśmiałem się jak norka i nie mogłem tego obrazu wyrzucić z pamięci. Nawet nie przypuszczałem, że hasło to dopadnie mnie wiele lat później z zupełnie nieoczekiwanej strony.

Nadmiar atrakcji na ubiegłorocznym Brutal Assault sprawił, iż nie doszło tam do mojego ponownego spotkania z Brazyliczykami z Sepultury. Życzliwi donieśli uprzejmie, że panowie sprawili się gracko i byli wymieniani wśród najlepszych kapel festiwalu. Postanowiłem zatem odbić to sobie podczas trasy promującej ich nowy krążek „Machine Messiah” .

Andreasowi i spółce towarzyszyły dwa supporty i choć starały się niepomiernie, to jednak widać było znaczną różnicę, tak w sile rażenia, jak i w reakcji publiczności, która wyraźnie oszczędzała energię na gwiazdę wieczoru.

Pierwszy z supportów, rybnicki TESTER GIER, dostał dla siebie tylko pół godziny. Jednak wykorzystał je niezwykle intensywnie, umieszczając w tym czasie jakieś dwadzieścia, a może i dwadzieścia kilka (zależy jak liczyć) szybkich i niezwykle energicznych utworów, w których crossoverowe akcenty były przesunięte wyraźnie ku punkowemu biegunowi gatunku. Zresztą, zespół przytomnie zadeklarował swoją punkową orientację. Kapela w najbliższą niedzielę znów melduje się we Wrocławiu, tym razem jako support dla ojców crossover - D.R.I., dlatego koszulka z logiem tej kapeli na piersi wokalisty zupełnie nie zaskakiwała. Poza perkusistą wokalnie wspierali lidera wszyscy pozostali członkowie zespołu, stąd obfitość rozkrzyczanych chórków. Wokalistę rozpierała energia i chyba za punkt honoru postawił sobie by możliwie często wykonywać efektowne wyskoki. Jego kumpli też jakiś sztorm miotał po scenie, bo znów tylko perkusista pozostawał niewzruszenie na swoim miejscu. I walili utwór za utworem w tym sporą część swojego albumu „Muzyka przeciwko przeglądom muzycznym” , na czele z „Speak Polish or Die” , którym ujęli mnie za serce niczym Janosika hakiem, a także radosne „Wypierdalam na Hawaje” , „Jedyny prawdziwy” , „Jestem gwiazdą rocka” oraz programowy „Tester gier” . W świetle deklaracji zupełnie nie dziwił cover Siekiery. Było dobrze, choć publiczność pozostała dość statyczna. Ich honor ratowała nadobna fanka w koszulce Testera i jej koleżanki.

sepa_wro
foto. Henryk Michaluk

Krakusy z TERRORDOME takoż poruszający się w tematyce crossover preferują zdecydowanie bardziej metalowy biegun gatunku, stąd po krótkiej przerwie ze sceny dobiegały bardziej agresywne dźwięki. Brzmienie nie było najlepsze i niedaleko siebie usłyszałem zdesperowany krzyk „Jakby pod kocem grali”. Niestety celna uwaga, ale na szczęście później nie było już tak dramatycznie. Krakusy wymiotły (to od wymiatać, nie od wymiotować, w końcu to crossover, a nie grind) mieszankę utworów z obu swoich płyt. Nie brakowało rozkosznego utworu tytułowego z „Machete Justice” (w końcu to Krakusy, nie?), odniesień do ruskich narkotyków ( „Crocodile” ), ulubionych sportów ( „Mosh” ), czy „Cross Over Cracow” , tu przerobionego na „Cross Over Wrocław” . Przy okazji okazało się, że 24 czerwca zespół będzie kręcił video do nowego utworu i zapraszał chętnych do udziału. Czujcie się zaproszeni, więc jeśli ktoś ma chęć to niech kontaktuje się z zespołem w sprawie szczegółów.

sepa_wro
foto. Henryk Michaluk

Na mnie największe wrażenie poza wspomnianym, tnącym jak tytułowe narzędzie „Machete Justice” , zrobił oldschoolowy, co wcale nie znaczy nostalgiczny, „Back to the 80's” . W tym gatunku z definicji ciężko o nowatorstwo, ale zespołowi wciąż udaje się wykrzesać jego pierwotną energię i o to przede wszystkim chodzi.

sepa_wro
foto. Henryk Michaluk

Sprzęt SEPULTURY stał już na scenie, więc teraz tylko ostatnie testy, w trakcie których bębny pozostawały wciąż przynajmniej częściowo zasłonięte. Oczywiście chodziło o to, by nie pokazać ich za wcześnie niezorientowanym. Wiem, podświetlane obudowy to dość jarmarczny efekt, ale i tak robiło to spore wrażenie, tym bardziej, że zasiadający za nimi Eloy Casagrande potrafi nadać utworom potężną dawkę mocy.

Wiadomym jest, że poza hitami setlista oparta była o utwory z promowanego obecnie „Machine Messiah” . Należę do frakcji fanów Sepultury zdecydowanie faworyzującej krążki, na których śpiewał Max Cavalera i najnowszy album nie zmienia tego stanu rzeczy, ale nie mogę nie zauważyć, że nowe utwory zdecydowanie bronią się koncertowo. Ba, to chyba najlepsza koncertowo płyta z tych, na których śpiewa wielki gabarytami i głosem Derrick Green. No, może poza powalającym utworem tytułowym z płyty „Kairos” . Koc zdjęty z brzmienia i wyrzucony na zaplecze. „Choke” , „The Vatican” , czy nawet „Dialog” zlewają mi się w magmę, więc dużo bardziej cieszył mnie otwierający zestaw potężny „I Am the Enemy” , orientalizujący „Phantom Self” , dramatyczny „ Sworn Oath” , pachnący klimatem rodem z płyty „Chaos A.D.” , czy fantastyczne odegrany instrumentalny „Iceberg Dances” , a nawet „Alethea” i „Resisting Parasites” .

sepa_wro
foto. Henryk Michaluk

Wiadomym też, że czekałem na hity nieco starszej proweniencji, wiedząc że Derrickowi śpiewanie hitów z „Chaos AD” , czy nawet „Arise” wychodzi znacznie lepiej niż Maxowi Cavalera podczas koncertów Soulfly. Smutne to, ale inaczej już pewnie nie będzie. Dlatego cieszy moc w czasie „Desperate Cry” , czy nawet najstarszego z zagranych tego wieczora utworów, „Inner Self” . Wiązanka ładnie przeplatała utwory najnowsze, nowsze i stare hity, a publiczność wirowała i kłębiła się pod sceną sprawnie ustawiana przez wodzireja Derricka. Zdecydowanie zmiażdżyła końcówka seta w postaci „Biotech Is Godzilla/Policia” , „Territory” ( „To jest Wasze terytorium!” wołał Derrick), „Refuse/Resist” . Sceptyków dobił utwór tytułowy z „Arise” . W pamięci co najmniej kilka lepszych jego wykonań, ale i tak było potężnie!

sepa_wro
foto. Henryk Michaluk

Nie obeszło się bez bisów. „Sepultura Under My Skin” i najsłynniejsze z najsłynniejszych, czyli akcenty z albumu „Roots” - fenomenalnie, na pełnej parze odegrany „Ratamahatta” i jeszcze mocniejszy „Roots Bloody Roots” . Totalny młyn pod sceną. Zespół się fotografuje i schodzi ze sceny niewątpliwie z poczuciem dobrze wypełnionego obowiązku. Publiczność, jak słyszałem, zdecydowanie zadowolona. I o to chodziło.

Paweł Domino