02-06-2016

Suicidal Tendencies

Praga

Lucerna Music Bar

Start
20:00

690 Kč


Lucerna Music Bar
Vodičkova 36
Praga
Republika Czeska

Suicidal Tendencies zagrali w Pradze (relacja)

Brzmienie bębnów rodem z „South Of Heaven” czy „Seasons In The Abyss” w hardcore’owym składzie Suicidal Tendencies? Mimo wszystko nie powinna być to zaskakująca fuzja. Świat thrash metalu zawsze i z wzajemnością miał ciągotki do punku i rapu. Wystarczy wspomnieć epizody Anthrax z Public Enemy, Kerry’ego Kinga z Beastie Boys czy w ogóle całego Slayera z „Undisputed Attitude” . Ta wzajemna fascynacja „muzyk ulicy” miała wspólny mianownik. Gdyby ktoś chciał go bardziej zgłębić, odsyłam do bardzo dobrego filmu dokumentalnego „Get Thrashed: The Story Of Thrash Metal”, w którym zresztą Suicidal Tendencies nieprzypadkowo zasłużył na osobny rozdział.

To już jest historia, my tymczasem jesteśmy w Pradze w czerwcu 2016 roku. Dave Lombardo - legendarny perkusista Slayera, który został bez etatu w rodzimej kapeli dołączył właśnie na trasę do prekursora crossover, czyli Suicidal Tendencies (ponoć planują też wspólną płytę). Ta petarda musiała wypalić – z grubsza na żywo wygląda to tak, że ST nadal odwalają swoją robotę w najlepsze, ale mając za garami prawdziwego killera, który z uporem maniaka przez półtoragodzinny set liczący 17 utworów łoi niby proste i punkowe schematy, ale przemyca w nich przy okazji wszystkie swoje slayerowe patenty: fikuśne przejścia, słynny werbel, podwójna stopa à la „Angel Of Death” i inne rzeczy, których fanom Slayera przedstawiać nie trzeba. Brzmi to potężnie i nadaje ST nowej jakości.

Suicidal Tendencies

fot. Krzysztof Wakor

Jest godzina 21:00, klub Lucerna mieszczący się w samym centrum Pragi pomału wypycha się ludźmi do ostatnich miejsc stojących. Ze sceny, którą za kilkanaście minut (dosłownie) opanują: Mike Muir, Dean Pleasants, Dave Lombardo, Ra Diaz i Jeff Pogan zwija się support w postaci czeskich punkowców z Burning Steps. Atmosfera jest zdecydowanie gorąca, a nagle zaognia ją gitarowe intro „You Can't Bring Me Down”, czyli na powitanie dostajemy pierwszy, wielki hit sprzed lat. Co do jednego nie ma wątpliwości – królem Lucerny został Mike Muir. Całkowicie opanował publikę, która wraz z nim pogrążyła się w radosnej zabawie. Przy „Go'n Breakdown” publiczność licznie zaczyna lądować na scenie (obowiązuje absolutny brak barierek) celem dania nura w tłum. Muzycy nie pozostają dłużni – też namiętnie uprawiają stage diving. Mierzącego góra 160 cm Ra Diaza wraz z basem musieli wnosić na podium techniczni, co przy jego posturze wyglądało dosyć zjawiskowo. I tak już będzie do samego końca – po prostu ST, żeby zrobić dobry show nie potrzebuje ton fajerwerków, laserów i zestawu telebimów – tu wystarczy tylko zatarcie się granicy między widownią i sceną by rozpętać koncertowe szaleństwo z masą pozytywnych emocji.

Suicidal Tendencies

fot. Krzysztof Wakor

Pod względem set listy było bardzo przekrojowo. Dużo rzeczy z debiutu: „Subliminal”, „I Saw Your Mommy”, „Two Sided Politics”, „Memories Of Tomorrow” w zestawieniu z późniejszym, „heavy metalowym” okresem spod znaku np. numerów z płyty „How Will I Laugh Tomorrow When I Can't Even Smile Today” pokazało tylko, jak dużą ewolucję muzyczną przeszedł ST – od fascynacji Dead Kennedys kończąc praktycznie jako thrashowa grupa.

Suicidal Tendencies

fot. Krzysztof Wakor

W podsumowaniu z pełną odpowiedzialnością można sparafrazować przedmowę do pewnego, muzycznego video - to był jeden z takich koncertów, gdzie scena właściwie kończyła się u drzwi klubu, a spieczone gorącem twarze i zlane potem ubrania muzyków i publiczności niczym się nie różniły. I tylko jeden Dave Lombardo brylował zza perkusyjnego zestawu – nadal show no mercy!

Autor: Paweł Kuncewicz


Powiązane: