28-11-2017

Helloween

Warszawa

Hala Koło

Start
18:00

150 zł

170 zł


Hala Koło
...
Warszawa

Trasa Pumpkins United - przeczytaj relację z Warszawy!

Gdyby jeszcze dwa lata temu ktoś powiedział mi, że usłyszę helloweenowe klasyki w oryginalnym wykonaniu składu, który nagrał „Keeper of the Seven Keys” , zabiłbym go śmiechem. Legendarny głos zespołu, Michael Kiske od lat w wywiadach zapowiadał, że nie ma szans, aby powrócił na łono dyni. Szczęśliwie, tylko krowa nie zmienia zdania i dzięki temu miałem okazję zobaczyć Helloween 28 listopada na trasie Pumpkins United w warszawskiej Hali Koło.

Chwilę po 20, „Let Me Entertain Sou” Robbiego Williamsa, zapowiedziało zbliżającą się zabawę. Gdy publiczność wczuwała się już w rozrywkowy nastrój, ekran za olbrzymią płachtą rozświetlił się, a z głośników zaczęły płynąć dobrze znane wszystkim fanom, pierwsze dźwięki legendarnej kompozycji z albumu „Keeper of the Seven Keys” , czyli utworu „Halloween” . Na scenie pojawili się wszyscy muzycy, a wokalny duet Michaela Kiske z obecnym gardłowym Helloween, Andim Derisem zaprezentował się naprawdę interesująco. Gitarzyści, Kai Hansen i Michel Weikath, prześcigając się w solówkach, sprawiali wrażenie jakby grali razem od lat, choć ten pierwszy odszedł z zespołu już pod koniec lat 80.

Helloween
fot. Helloween, Warszawa, Krzysztof Wakor

Zespół postawił na dość przekrojowy dobór utworów. Najpierw otrzymaliśmy powrót do czasów Keeperów z „Dr. Stein”, „I’m Alive” czy „Rise and Fall” na czele, aby za chwilę powrócić w mniej odległe czasy, za sprawą przebojowego „If I Could Fly”, z doskonałego albumu „The Dark Ride” czy „Waiting For a Thunder”, który reprezentował płytę „Straight Out of Hell” z 2013 roku. Poszczególne kompozycje przerywane były krótkimi, zabawnymi filmami animowanymi, które przedstawiały kolejno każdego członka zespołu. Z resztą, niespodzianek video nie brakowało, a każdy utwór opatrzony był specjalną wizualizacją. Pojawił się nawet zmarły tragicznie Ingo Schwichtenberg, pierwszy bębniarz Helloween, którego upamiętniono archiwalnym nagraniem perkusyjnego solo.
Dyniogłowi powrócili też do swojego debiutu, „Walls of Jerycho” , na którym śpiewał jeszcze Kai Hansen. Zaprezentowali publice kilkunastominutowy medley złożony z pierwszych kawałków Helloween, zwieńczony legendarnym hymnem, „Heavy Metal (Is The Law)” . Wokalnie Hansen radził tam sobie całkiem nieźle, choć ostatnimi czasy trochę odwykł od śpiewu, gdyż w jego obecnym bandzie Gamma Ray zatrudniony jest od jakiegoś czasu etatowy gardłowy.

Helloween
fot. Helloween, Warszawa, Krzysztof Wakor

Sporą niespodzianką dla fanów były również duety Kiske-Deris, które nie obejmowały jedynie materiału z lat 80-tych, ale również utwory z płyt, na których śpiewał Andi. I w ten sposób usłyszeliśmy bardzo ciekawe wersję „Why?” oraz „Forever & One” . Deris zaprezentował też kilka dawno niegranych kawałków ze swoich pierwszych płyt, „Sole Survivor” czy „I Can” na żywo zaprezentowały się wybornie. Nie mogło oczywiście zabraknąć kultowego „Power” odśpiewanego z publicznością.

Helloween
fot. Helloween, Warszawa, Krzysztof Wakor

Michael Kiske dalej utwierdzał publiczność w przekonaniu, że ma jeden z najmocniejszych głosów w heavy metalu, a to za sprawą doskonałego wykonania „A Tale That Wasn’t Right" czy „A Little Time” . Na bis panowie zaprezentowali uradowanym fanom nieśmiertelne „Eagle Fly Free” oraz epickie „Keeper of the Seven Keys” , trzynastominutowy utwór, który (mimo przeciągania końcówki) upłynął w ciągu kilku chwil. Na sam koniec nie mogło zabraknąć przebojów „Future World” i „I Want Out” , w czasie którego obaj wokaliści zabawiali publiczność wspólnym śpiewaniem oraz odbijaniem gigantycznych balonów z podobizną dyni.

Helloween
fot. Helloween, Warszawa, Krzysztof Wakor

Nie można oczywiście zapomnieć o pozostałych muzykach. Basista Markus Grosskopf, to sprawdzona marka i chyba nikt nie wyobraża sobie koncertu Helloween bez jego uśmiechu od ucha do ucha oraz charakterystycznych partii basowych. Bardzo dobrze zaprezentował się również bębniarz, Dani Löble, który mimo niemal trzygodzinnego show, spisał się na medal. Nie do końca pasował w tym wszystkim gitarzysta Sascha Gerstner, którego ani image, ani styl gry nie wnosił szczególnie dużo do całego show.

Swoim koncertem w stolicy, panowie z Helloween pokazali, że dalej dużo znaczą na heavy metalowej scenie. Trasa Pumpkins United ma być kontynuowana jeszcze w przyszłym roku, ale coś czuję, że Dyniogłowi mają jeszcze w zanadrzu wiele niespodzianek dla swoich fanów.

Bartek Szeluga

Powiązane: