17-11-2015

Warszawa

Klub Progresja Music Zone

Start
19:00

od 110zł


Klub Progresja Music Zone
Fort Wola 22
Warszawa

Uriah Heep w Warszawie (relacja)

Uriah Heep promowali na trasie „Rock The Haus Tour” swoją ostatnią płytę, wydaną w 2014 roku – Outsider. Pierwszy koncert tej trasy odbył się w Warszawie. Jako support w klubie Progresja wystąpił polski zespół Night Mistress.

W secie Night Mistress znalazło się kilka utworów z repertuaru alter ego zespołu, czyli Nocnego Kochanka (na przykład Andżeju). Repertuar to kwestia gustu, a o gustach się nie dyskutuje, ale trudno pominąć fakt, że Nocny Kochanek trochę nie przystawał ani do supportu przed Uriah Heep, ani do średniej wieku na sali. Kawałki zagrane zostały na koniec koncertu, więc część publiczności, która zdążyła już odwiedzić bar, nie przestawała się bawić, reszta – czuła się chyba lekko zażenowana. Niemniej jednak występ był dobry, a Night Mistress na pewno wyróżnia się stylem (i bardzo dobrym wokalem Krzysztofa Sokołowskiego) na polskim rynku muzycznym.



Mick Box / fot. Rafał Klęk


Obecnie w Uriah Heep Berniego Shawa (śpiew) i Phila Lanzona (klawisze), którzy są w zespole od niemal trzydziestu lat, wspierają Davey Rimmer (bas) i Russell Gilbrook (perkusja). W zespole występuje oczywiście również jedyny „oryginalny” członek kapeli, czyli gitarzysta Mick Box. Muzycy są zgrani i w formie. Dobrze spisał się zwłaszcza energiczny Gilbrook, ale pozostali muzycy i wokalista wcale nie zostawali w tyle. Trzeba przyznać, że około sześćdziesięcioletni Shaw ma dobrą kondycję i potrafi zaskoczyć wydolnością głosu.



Uriah Heep / fot. Rafał Klęk


Uriah Heep zaczęli od jednego ze swoich evergreenów, czyli od utworu Gypsy. Zazwyczaj takie kawałki pojawiają się na bis, tu jednakże Gypsy momentalnie rozgrzało publiczność i było dobrym wyborem na rozpoczęcie występu. Zespół wykonał sporo starszych utworów przeplecionych solówkami i kilkoma utworami z najnowszej płyty. Świetnie wypadło żywiołowe Stealin' i zaraz po nim prog-rockowe The Magicians Birthday (wcale nie nużące, choć długie). Nie zabrakło także July Morning i Lady in Black, a na bis: Bird of Prey oraz kapitalnego Easy Livin'.



Uriah Heep / fot. Rafał Klęk


Uriah Heep nie odgrzewają kotletów, nie organizują „reunions” po długiej przerwie, a grają nieprzerwanie (niezależnie od zmian w składzie) od 1969 roku, więc i w Warszawie dali po prostu dobry koncert.


Zapraszamy do galerii zdjęć z koncertu w Warszawie i w Krakowie .


Katarzyna Ryzel