10-10-2017

_MGO0257

Voivod zagrał w Starej Piwnicy - zapraszamy do przeczytania relacji!

Od kiedy jeszcze w liceum usłyszałem Kanadyjczyków z Voivod zobaczenie ich na żywo było jednym z wielkich marzeń, które spełniło się dopiero w 2009 roku za sprawą Knock Out Festival. Od tej pory starałem się widzieć ich za każdym razem, kiedy pojawiali się w okolicy, a kolejne koncerty - jak szalony występ w Firleju, czy ubiegłoroczny w Alibi, zostawiały po sobie pewien niedosyt. Ten jednak zawsze wywołany był co najwyżej długością seta. Nie inaczej było i tym razem.

Awaya i ekipę wspierały dwa suporty. Jako pierwsi na pożarcie poszli Ślązacy z RAGING DEATH, dla których lokal ten obcym nie był, jako że 4 lata temu zagrali tu przed Wilczym Pająkiem. Z czteroosobowego skład zawęził się im do 3-osobowego, zdążyli też wydać swój debiut. Dwóch członków tego zespołu gra również w Testerze Gier, ale zawartość seta RG uosabiał szalejący pod sceną osobnik z ekranem Destruction na plecach. W ciągu pół godziny zdążyli zagrać 7 utworów własnych, w których mocno pobrzmiewał stary niemiecki thrash. Było ostro i szybko, a siekące bezlitośnie utwory sprawnie przechodziły jeden w drugi poczynając od „Battle-starved” po pochodzący z ostatniej kasety „Taste the Steel” . Nie zabrakło oczywiście utworów z debiutu w postaci programowego „Raging Death” , „Warrior of Revange” czy „Evil Command” . A skoro stal i zemsta, i zło , i bitwa, to powiało zamierzchłymi barbarzyńskimi czasami, wiec nie dziwi nowy jak rozumiem utwór zatytułowany „Barbarian” . Ich występ zamknął cover utworu, którego nie znać chyba nie można, czyli „Metal i piekło” zespołu Kat. Wprawdzie bez wokalu Romka sporo on traci, ale podobnie, jak i cała reszta zestawu zabrzmiał bardzo wiarygodnie.

rd
fot. RAGING DEATH, Wrocław, Robert Brożyna

Berliński EARTSHIP mimo wydanych czterech płyt oraz świeżego kontraktu z Napalm Records, którzy wydali ich ostatni album, „Hollowed” są w naszym kraju raczej słabo znani. Dlatego trasa u boku kanadyjskich wyjadaczy zapewne zmieni tę sytuację na lepsze. Podstawę ich zestawu stanowił oczywiście wspomniany wyżej album nr 4, który zaraz po koncercie nabyłem sobie na pięknym złotym winylu, jak się okazało limitowanym do 200 egzemplarzy. Nie byłbym chyba kolekcjonerem gdybym się tym nie pochwalił, he he…

Czym takim mnie do siebie przekonali? Przede wszystkim naturalnością i wiarygodnością. Muzykę Niemców można określić jako efekt wyraźnej fascynacji zespołem Electric Wizard, czyli nisko strojonym, klasycznym potężnym doom/sludge metalem. Niespiesznie zapodali 8 utworów poczynając jak mi się od otwierającego ostatni krążek „Reduced to Ashes” . Poza potężnym rykiem Jan Oberg sięgał chwilami, jak choćby w „Safeguard of Death” , po melodyjny śpiew, jednoznacznie kojarzący mi się z solowymi płytami Ozzy’ego. W zespole gra też, na basie żona Oberga, Sabine, więc to niemal firma rodzinna. Może dlatego tak dobrze gra im się razem? Może dlatego tak dobrze wchodziły mi utwory z innych płyt, zwłaszcza para „Serpent Cult” i „Silver Decay” ? Aż po majestatyczny „Edge of Time” , mimo braku jakiejś specjalnej oryginalności propozycja ekipy broniła się zdecydowanie dobrze. Podobnie jak świetnie zaopatrzone stoisko Earthship, gdzie winyl został ozdobiony także autografami.

earth
fot. Earthship, Wrocław, Robert Brożyna

Po chwili przerwy na scenie pojawili się Away, Snake, Chewy oraz nowy basista, Rocky, czyli sam VOIVOD. Znajome dźwięki intra do płyty „Killing Technology” niedwuznacznie zapowiedziały utwór tytułowy z tego genialnego krążka. Już wtedy co chwila z liczącej jakieś 150 osób widowni słychać było znajome zawołanie – „we are connected”. Jeden z fanów miał nawet wypisane je na specjalnie przygotowanym bardzo starannym transparencie. Szacunek dla tego pana!

Trasa Voivod promowała wydany w ubiegłym roku MCD „Post Society”, dlatego też nie dziwiło, ze zagrali 4 z 5 znajdujących się tam utworów. Pomijając utwory najnowsze reszta seta oparta była wyłącznie o pierwsze albumy, do wizjonerskiego „The Outer Limits” włącznie. Większość z nich została zresztą zasygnalizowana jednym utworem. Za to tak przebojowym, jak „The Prow” , „The Unknown Knows” , czy „The Lost Machine” . Ale niezależnie od tego czy były to ciosy z pierwszych, bardzo dzikich i szalonych krążków, czy wyliczone przed chwilą fragmenty ich bardziej progresywnych albumów z panów emanowała wręcz niesamowita energia i radość grania. Snake stroił miny i co chwila zagadywał publiczność, wraz z Chewym puszczając co chwila oko do publiczności. W pewnym momencie ten ostatni zaczął nawet piękne solo otwierające „Sweet Child O’Mine” innego, znacznie sławniejszego zespołu. Wykazał się też znajomością muzyki tanecznej pokazując, że i salsa, i cza cza, i nawet polka nie mają przed nim tajemnic. Z widzianych przeze mnie koncertów tego zespołu ten był zdecydowanie najbardziej wyluzowany i rock’n’rollowy. Obecni pod sceną docenili to, chętnie skandując nazwę zespołu, szalejąc pod sceną i głośno wyrażając swój entuzjazm. Ale czy można zachować się inaczej kiedy energia aż spływa ze sceny przy wtórze kolejnych utworów z „Killing Technology” „Overreaction” oraz „Ravenous Medicine” , fantastycznego „Korgüll the Exterminator” oraz na zakończenie klasycznego, sztandarowego „Voivod”? Po takim zakończeniu wiadomo, że zespół nie zostanie wypuszczony bez bisu i koncert został zamknięty pochodzącym z wspomnianego MCD cover Hawkwind „Silver Machine” . Taki specyficzny, tak oryginalny, jak cała muzyka Voivod hołd Awaya dla samego Lemmiego.

PROMO2
fot. Voivod, Wrocław, Marcin Goleń

Tyle jeszcze utworów chciałbym usłyszeć, ale na tym trzeba było poprzestać. Za to, jak zawsze, bez problemu można było sobie z zespołem pogadać, zrobić zdjęcia, zebrać autografy, bo mimo imponującego, 35-letniego stażu na scenie panowie łączą spontaniczność młodej kapeli z podziemia z doświadczeniem starych wyg. Podobnie jest z ich muzyką, czego najlepszym przykładem „We Are Connected” z ostatniej płyty. Tak, to wciąż jest prawda, a nowi członkowie zespołu zdają się nasiąkać tą samą atmosferą. I za to cenię Awaya i Snake’a równie mocno, jak za muzykę.

Paweł Domino