17-11-2017

Warszawa

Klub Progresja Music Zone

Start
20:00

45 ZŁ

55 ZŁ


Klub Progresja Music Zone
Fort Wola 22
Warszawa

"Za Ćmą w Dym" w Warszawie - relacja

Zespoły Furia, Thaw, Sacrilegium i Licho wyruszyły w trasę koncertową „Za Ćmą w Dym 2017”, w ramach której w dwa weekendy (17-19 i 23-15 listopada) odwiedzą aż sześć miast: Warszawę, Bydgoszcz, Poznań, Wrocław, Kraków i Katowice. Otwierający trasę koncert w warszawskiej Progresji jest zapewne dobrą zapowiedzią kolejnych.




Występowi sanockiego zespołu Licho towarzyszyły problemy techniczne, które spowodowały małą przerwę w trakcie koncertu. Na szczęście muzycy nawet mimo naruszenia czasówki, dokończyli występ. Podobał mi się zwłaszcza kawałek Niech tnie i świetny Drang! (na zakończenie), którego refren „kogo biją dzwony/boga biją...” jeszcze długo kołatał mi się w głowie. Muzyka Licha na żywo brzmiała mroczniej i brudniej, niż w nagraniach, ale szkoda, że nie w każdym utworze wyraźnie było słuchać słowa, bo teksty zespół ma ciekawe. Zaskoczył mnie natomiast image tej kapeli. Członkowie Licha wystąpili w białych longsleeve'ach. Byli statyczni, bez pozy, bez żadnych atrybutów scenicznych czy kostiumowych nawiązujących do tematyki muzycznej. Jest w tym zespole potencjał i na pewno chętnie go jeszcze zobaczę i posłucham na żywo.



Sacrilegium / pk / http://cityfun24.pl


Pochodzące z Wejherowa Sacrilegium, w przeciwieństwie do Licha, zadbało o pełną oprawę sceniczną – od strojów, przez corpse paint, po odwrócony pentagram na scenie. W połączeniu z muzyką miało to sens, ale przyznam, że chyba tak samo dobrze słuchałoby się zespołu nawet bez tej otoczki. Dobrze wypadł na przykład kawałek Wilczy skowyt. Sacrilegium przedstawiło najostrzejszy tego wieczoru black metal z dobrym brzmieniem, mrocznym growlem i rozbudowanymi kompozycjami.



Thaw/ pk / http://cityfun24.pl


Thaw, zespół stworzony z muzyków znanych również z innych odnoszących sukcesy projektów, gra muzykę gatunkowo nieoczywistą, ale mocno absorbującą. Stroje muzyków (czarne bluzy z kapturami) i scenografia (słupki świetlne, dzielone z Furią) były dość minimalistyczne – co doskonale pozwalało na kontemplacyjny odbiór muzyki. Zespól stworzył małe muzyczne misterium, oparte na długich, ciężkich i wolnych frazach, motorycznych rytmach, i wyczuwalnej, brutalnej melodyce. Wyważone kompozycje tworzyły na koncercie całość, niczym części mszy. Pochwalić trzeba wokale. Mimo pewnej monotonii, występ Thaw mnie nie znudził, a wciągnął.



Furia / pk / http://cityfun24.pl


Podobnie wciągający był koncert Furii. Z tą różnicą, że Furia, zamiast miarowości i powściągliwości, sięgnęła po dużo większe zróżnicowanie dynamiczne i melodyczne, nie burząc przy tym ciągłości zaangażowania emocjonalnego w muzykę. Na ostatnim koncercie Furii, jaki widziałam, grupa występowała jeszcze w zakapturzonych pelerynach; tym razem – bez koszulek, z corpse paintem, ale oba koncerty uważam za podobnie udane. Z tą różnicą, że jako gwiazda wieczoru, zespół mógł sobie pozwolić na większą swobodę i dłuższą setlistę. Muzycy wykonali między innymi utwory Za ćmą w dym, Cisza, Grzej, fenomenalne Zabieraj łapska (zawsze porusza mnie fragment „wstawać trupy,/koniec spania!/dalej trupy,/będziem latać!”), a na koniec równie świetne Ciało, Są to koła i Zwykłe czary wieją. Koncert Furii był mrocznym, pochłaniającym rytuałem, który polecam zobaczyć choć raz w życiu.



Furia / pk / http://cityfun24.pl




Katarzyna Ryzel