15-07-2017

męskie

Wrocław

Pergola (Wrocławska fontanna)

Start
14:00

99 zł


Pergola (Wrocławska fontanna)
..
Wrocław

Zapraszamy do przeczytania relacji z Męskiego Grania we Wrocławiu!

Po raz siódmy trasa koncertowa Męskiego Grania zahaczyła o Wrocław, gdzie termin w tym roku przypadł na 15 lipca. Koncert już na kilka tygodni wcześniej został wyprzedany a zakup biletu niemal graniczył z cudem. Udział w wydarzeniu zapowiedzieli m.in. Kamp!, Miuosh, Kortez, Coma, Organek i Hey. Wisienką na torcie był występ Orkiestry Męskiego Grania pod wodzą Tomasza Organka z Moniką Brodką i Piotrem Roguckim. Całą imprezę poprowadził Piotr Stelmach, dziennikarz muzyczny radiowej Trójki.

Punktualnie o godzinie 17:00 na scenie pojawił się zespół Kamp! . Ludzie dopiero schodzili się na teren koncertu, z piosenki na piosenkę można było zaobserwować, jak miejsca pod sceną wypełnia tłum spragnionych muzyką osób. Łódzki zespół zagrał około 45. minut w pełnym słońcu, a usłyszeć mogliśmy między innymi jeden z większych hitów grupy - „Deny”. Od pierwszej piosenki wiadomym było już, że ludzie odpowiedzialni za nagłośnienie spisali się na przysłowiową ‘szóstkę’.

Na kolejny pokaz pod scenę biły tabuny ludzi, którym niestraszna była ulewa. Stali tam i wyczekiwali polskiego rapera – Miuosha. Artysta wraz z FDG Orkiestra przy okazji Męskiego Grania promował swoją nową płytę zatytułowaną „POP”; Miuosh dał mocny, pełen energii koncert. Widać było, że na scenie czuje się jak ryba w wodzie, dodatkowo nawiązując dobry kontakt z publiką.

Spokojniejsze tony zaserwował nam występ Korteza , który stworzył wyjątkowy klimat, dzięki czemu oczarował publiczność w kilka chwil. Usłyszeć mogliśmy jeden z największych hitów: „Wracaj do domu”, a także „Dla mamy”, czy „Zostań”, za którego dostał nagrodę Fryderyka w 2016 roku. Dzięki temu utworowi na Pergoli można było wyczuć rozluźnienie.

Tuż po Kortezie na małej scenie „Ż” wystąpił zespół BeMy . Był to pierwszy występ tego bandu na Męskim Graniu. Polsko-francuski projekt zgromadził pod swoja sceną pokaźną ilość fanów, którzy z ciekawością słuchali popowego i indie rockowego brzmienia. Największy entuzjazm wywołała piosenka „Oxygen” z albumu „Grizzlin”, która była singlem promującym nową płytę.

Nadszedł czas na jedną z najbardziej oczekiwanych gwiazd. Coma podczas swojego koncertu uraczyła słuchaczy nowoczesnymi, elektronicznymi dźwiękami. Piotr Rogucki, charyzmatyczny lider zespołu, poruszał się na scenie żywiołowo i w swoim specyficznym stylu. Chociaż wyglądał trochę jak ochroniarz z Tesco. Coma wykonałą takie piosenki jak: „Los Cebula i Krokodyle Łzy”, sztandarowe „Spadam” oraz świeże „W cwał”. Wszyscy chcieli zobaczyć występ Roguckiego i kolegów z jak najlepszego miejsca, więc pod barierkami kłębiły się zbite tłumy fanów.

MG
fot. Coma, Męskie Granie Wrocław, Krzysztof Wakor


Na imprezie zadbano o przerwy, gdzie w szybko mijających 20 minutach można było zaopatrzyć się w piwo lub pożywienie. Organizatorzy w tym roku nie zawiedli, bo dzięki dużej ilości stoisk i obsłudze oczekiwanie na zamówienie trwało dosłownie chwilę. Na terenie obiektu była możliwość zakupu płyt wszystkich artystów Męskiego Grania.

Po Comie zrobiło się jeszcze ciaśniej. Nadszedł czas na koncert Tomasza Organka wraz z zespołem, który uraczył nas mocnymi, rockowymi brzmieniami. Żeńska część publiczności nie ukrywała zachwytu. Wszyscy ryczeli co sił w płucach refreny piosenek takich, jak „Wiosna”, „Missisipi w ogniu” czy „O Matko!”, a w tym czasie Piotr Stelmach pojawiał się na scenie i nakręcał publikę jeszcze bardziej. Niespodzianką był gościnny występ Jana Borysewicza. Na zakończenie usłyszeliśmy „Czarną Madonnę”. Według mnie, show wraz z muzyką, jaką wyczarował nam tego wieczoru Organek był jednym z najlepszych. Zespół, jak i lider, dają z siebie maximum możliwości, co wyraźnie dostrzegają fani, nie szczędząc strun głosowych.

MG
fot. Organek, Męskie Granie Wrocław, Krzysztof Wakor

W czasie, gdy na dużej scenie trwały przygotowania do koncertu HEY, na małej wystąpiła Daria Zawiałow . Dziewczyna z ogromnym potencjałem, pokazała już co potrafi kilka godzin wcześniej na scenie z Miuoshem, a podczas swoich przysłowiowych 5 minut utwierdziła nas w przekonaniu, iż jest dobrze dojrzewającym talentem. Jeszcze nie raz zapewne o niej słyszymy.

Bez poślizgu wystartował HEY . Kasia Nosowska rozpoczęła „Błyskiem”, następnie serwując hity takie jak: „Prędko, prędzej”, „2015”, cover Kultu „Arahja”. Podczas „Schisophrenic Family” (debiut „Fire”) pod sceną ani jedna osoba nie stała w miejscu.

MG
fot. Hey, Męskie Granie Wrocław, Krzysztof Wakor

Pani Kasia, tytanowa wokalistka z głosem nie-do-zdarcia, stała na scenie około 45 minut i z uśmiechem na twarzy wykonywała każde kolejne utwory, po których gorąco dziękowała publice za czynny udział w show. Liderka zespołu jest w świetnej formie, i jeśli cały czas będzie tak śpiewać, to nie straszne będą jej żylaki od braku odpoczynku. Zespół HEY spisał się na grubą szóstkę z plusem.

W przerwie między koncertami na małej scenie występował zespół Sorry Boys. Szczęśliwi (albo i nie…) stojący na barierkach pod główną sceną mogli zapomnieć o dopchaniu się do sceny “Ż”. Porządne nagłośnienie, jakie wykonali organizatorzy Męskiego Grania sprawiało, że nie umknęła nam ani jedna nuta muzyki.

Wszyscy czekaliśmy na plejadę gwiazd, które miały pojawić się razem na deskach sceny - Miuosh, Kev Vox, Jan Borysewicz, Małgorzata Ostrowska i inni. Męskie Granie Orkiestra rozpoczęli przy zupełnej ciszy, którą wyprosił prowadzący. Ponad 2.minutowe intro przerwały głośne werble i na scenie ukazali się Tomasz Organek oraz Piotr Rogucki. Przywitali nas tak jak rok temu - piosenką zespołu Maanam. „Raz dwa raz dwa” w wykonaniu Roguca wprawiło ludzi w zachwyt i zapowiadało dobrą zabawę. Następnie rozbrzmiało „Bikini” Republiki. Monika Brodka zrobiła mocne wejście w swoim różowo-czerwonym kombinezonie na tyle, że nikt nie spodziewał się, iż za chwilę zarapuje nam piosenkę Kazika „Tata Dilera”. Kolejnym nowym hitem tegorocznego MG było wykonanie przez Miuosha i Roguca „Hi-Fi” zespołu Wanda i Banda, w której to też Miuosh zdołał przemycić fragment swojej piosenki „Nisko”. Brodka odśpiewała jeszcze „Sic!” Heya, a w towarzystwie Organka odtworzyła „W deszczu maleńkich żółtych kwiatów” Myslovitz, dzięki czemu para zrobiła niemal romantyczną atmosferę. Następnie Piotr Rogucki z Organkiem porwali wszystkich coverem Franka Kimono „King Bruce Lee Karate Mistrz”, żeby za chwilę Roguc zamienił się miejscami z Jankiem Borysewiczem i we dwójkę z Organkiem wykonali piosenkę Dżemu “Mamy forsę, mamy czas”. Jeszcze był cover Iggy’ego Popa „Lust For Life” w wykonaniu Kev Fox. Ostatnim gościem była Małgorzata Ostrowska, która tak jak wszyscy poprzedni wokaliści, wzięła Organka w obroty, aby odśpiewać wraz z nim „Gołębi puch” Lombardu, choć pewnie większość fanów liczyła na „Szklaną Pogodę”. Ale to nieważne, bo Gośka ma głos, jak dzwon i to zachwycało! Na koniec standardowo odsłuchaliśmy hymn tegorocznego Męskiego Grania – „Nieboskłon”. Bojąc się, że to koniec, wszyscy w publiczności rozdarliśmy wrzaski o bis, a ku naszemu zaskoczeniu pojawił się Miuosh i usłyszeliśmy ponownie hit Wandy i Bandy.

Czas na podsumowanie. Sama organizacja idealna. Zero problemów z wyjściem, brak kolejek kilometrowych po piwo czy jedzenie, bardzo dobre nagłośnienie. W tym roku można było zauważyć dużo rodzin z dziećmi, co pokazuje, że Męskie Granie to impreza, która przyciąga różne pokolenia. Każdy znajdzie coś dla siebie. Od rapu przez pop, muzykę elektroniczną i rockowe brzmienia. Duża ilość dzieci może wskazywać, że Męskie Granie wprawia w ruch nie tylko dorosłych osobników, ale też i tych, którym mleko z wąsów jeszcze nie skapnęło. Cytując Tomasza Organka „Muzyka ma nas zawsze łączyć, a nigdy dzielić”.

Weronika Wakor

Powiązane: