27-09-2017

Agata_Cykof

Wrocław

Klub Zaklęte Rewiry

Start
20:00

75 zł

85 zł


Klub Zaklęte Rewiry
Krakowska 100
Wrocław

Zapraszamy do przeczytania relacji z wrocławskiego koncertu Immolation

Scenka sprzed 5 lat: niedziela, ostatni dzień Brutal Assault, Amerykanie z IMMOLATION dają fantastyczny, jak zawsze napompowany energią, 45-minutowy set na głównej scenie dla 2-tysięcznej publiczności. Następnego dnia rozgrywają jeszcze lepszy, a przede wszystkim 2 razy dłuższy zestaw na maleńkiej scenie we wrocławskim klubie Madness dla jakiś 100 osób. Ta sama energia i radość grania oraz kontakt z publiką. I to powitanie Rossa Dolana – „Widzę tu wiele znajomych twarzy z wczoraj”. Potem zdjęcie z połową zespołu. Nic dziwnego, że podczas ich kolejnej wizyty ekipa ze zdjęcia znów stawiła się na ich gigu w komplecie. I znów była pod wrażeniem.

Poznański IN TWILIGHT’S EMBRACE widziałem w tym roku bodaj trzeci już raz i robią oni na mnie coraz większe wrażenie. Cyprian i s-ka bardzo się rozwinęli, dlatego z przyjemnością posłucham ich nowej, czwartej już płyty, „Vanitas” . Kapela śmiało odeszła od klonowania, tak dźwiękowo, jak i wizualnie szwedzkiego At The Gates. Wspomniany wyżej wokalista bardziej przypomina obecnie Lemmiego, a ich muzyka stała się bardziej drapieżna i posępna. Dlatego też 40 minut jakimi dysponowali na scenie upłynęły aż za szybko, choć frontman z szalonym spojrzeniem koncentrował się zdecydowanie na muzyce, nie kontakcie z widownią.

Agata_Cykof
IN TWILIGHT’S EMBRACE, fot. Agata Cykof, Wrocław


Podobnym czasem dysponował także Ashmedi i jego nieustannie zmieniająca się ekipa składająca się na MELECHESH, dlatego też setlista przez nich przygotowana od razu została skrócona o 2 utwory, do siedmiu. Za to zostały one dość równomiernie rozłożone na trzy ostatnie krążki, i jeszcze zostało miejsce na akcent ze „Sphynx” , w postaci „Triangular Tattvic Fire” .

Ashmedi nie był zbyt rozmowny, co kładę na karb presji czasu, która jak mi się zdaje sprawiła, że spieszył się by zmieścić w wyznaczonym czasie choć ten podstawowy zestaw. Nie mogło w nim zabraknąć fragmentów z obecnie promowanej płyty „Enki” , w postaci otwierającego „Tempest Temper Enlil Enraged” oraz „Multiple Truths” . Nowości przeplatane były utworami z „The Epigenesis” , czyli „Grand Gathas Of Sin” i „Defeating The Giants” . Na mnie jednak największe wrażenie wywierają killery z genialnego „Emissaries” . Ale jak tu nie lubić „Ladders To Sumeria” , a zwłaszcza zamykającego „Rebirth Of The Nemesis” ? Zwłaszcza tej frazy z ostatniego – „Return with wings of liquid fire” , która wciąż sprawia, że mam ciary na plecach? Panowie szaleli na dwa wokale i nie oszczędzali się, więc mimo że dzień nie należał do gorących szybko spłynęli potem. Pomiędzy utworami pojawiała tradycyjna muzyka orientalna, podobnie jak pożegnała ona ich po zejściu ze sceny. Ponieważ nie widziałem ich na trasie z Gorgoroth, wciąż marzy mi się porządny, długi set, jako że ten, choć zacny, to zdecydowanie był za krótki.

Agata_Cykof
MELECHESH, fot. Agata Cykof, Wrocław

Więcej czasu, bo około godziny miał dla siebie AZARATH, więc zmieścił w nim bodaj 13 utworów, z naciskiem na nowy album „In Extremis” oraz klasyczny „Diabolic Impious Evil” . Cały ich set był pokazem potężnie prującego do przodu, chwilami wręcz monumentalnego death metalu. Nowy wokalista Marcin, znany także z Embrional, który zastąpił Necrosodoma już po nagraniu płyty musiał się czuć w tej sytuacji nieco dziwnie, ale dał sobie radę bardzo dobrze. I choć wokalnie wolę poprzednika, to wygląda na to, że może zostać w zespole na dłużej. Poczynając od „The Slain God” aż po „Destory Yourself” był to set bardzo równy, nic więc dziwnego, że pod sceną chwilami kotłowało się całkiem konkretnie. Nie mogło oczywiście zabraknąć „hitów”, takich jak „Baptize In Sperm Of Antichrist” , „For Satan My Blood” , czy „Devil’s Stigmata” . Dobra, przyznaję się – moim ulubionym albumem tej formacji jest wspomniany „D.I.E.” , więc te utwory kręciły mnie zdecydowanie najmocniej, stąd taka wyliczanka, ale pozostałe też nie zostawały w tyle.

Agata_Cykof
AZARATH, fot. Agata Cykof, Wrocław

Panowie z IMMOLATION weszli na scenę z lekkim opóźnieniem, ale choć był środek tygodnia, to na obecnych nie robiło to zdaje się żadnego wrażenia. W końcu to jest Immolation, ekstraklasa death metalu, wiec nie ma to tamto! I znów godzinny zestaw, zdecydowanie zdominowany przez utwory z nowego albumu, „Atonement” , który jest płytą znakomitą, a w mojej prywatnej klasyfikacji jednym z mocnych kandydatów do tytułu Płyty Roku.

W tym roku zespół obchodzi, co kilkakrotnie z niejakim wzruszeniem jak mi się zdaje podkreślał wokalista Ross Dolan 30-lecie istnienia, ale wciąż jest w nich siła, więc z gracją ciężkiego czołgu (Panzer Division Immolation?) przetoczyli się przez 14 utworów, wśród których nie mogło zabraknąć przynajmniej kilku z legendarnego debiutu. Ba, poza obowiązkowymi „No Forgivness (Without Bloodshed)” oraz „Into Everlasting Fire” dorzucili jeszcze niespodziewanie „Burning Ground” , który zamknął ich koncert i w tej roli zastąpił „Unholy Cult” . Niejako mimochodem wtrącili „Kingdom Of Conspiracy” z płyty o tym samym tytule, „Nailed To Gold” z „Here in After” , czy „The Purge” z „Majesty and Decay” , ale ta jubileuszowa trasa była mocno poświęcona utworom najstarszym i najnowszym. Mocno obijali więc publiczność kolejnymi ciosami z „Atonement” . „The Distorting Light” z wspaniałym wstępem, mój ulubiony „When Jackals Come” , „Destructive Currents” , „Above All” , „Fostering The Divide” , „Rise The Heretics” , „Lower” , czy kończący tak płytę, jak i prezentacje pochodzących z niej utworów „Epiphany” nie zostawiły złudzeń, kto rządzi w death metalu. A na scenie jak zwykle – Ross się cieszył, Rob Vigna szalał machając niestrudzenie swoim wiosłem, a nowy gitarzysta, Alex Bouks, do niedawna podpora Incantation, mimo misiowatego wyglądu stroił groźne miny. Do szczęścia zabrakło chyba tylko pozostałych trzech utworów z ostatniej płyty, (ale w sumie czy zmieniłyby one tak wiele?) i paru winyli Immolation na stoisku z merchem.

Agata_Cykof
IMMOLATION, fot. Agata Cykof, Wrocław

Już po koncercie Cyprian z ITE podzielił się na FB swoimi wrażeniami z kilku wspólnych koncertów z Bobem i Rossem, po raz kolejny potwierdzając, że szacunek jakim oni się cieszą na scenie chyba w równej mierze bierze się z ich osiągnięć muzycznych, jak i tego jakimi są ludźmi. W końcu, jak już wspomniałem na wstępie sam szanuję ich z obu tych powodów i mają oni u mnie olbrzymi kredyt zaufania. Dlatego już czekam na kolejne spotkanie.

Paweł Domino