[Wywiad] Erdling – „Mana”, tożsamość i wewnętrzna siła
Przed zbliżającym się wielkimi krokami koncertem Erdling w naszym kraju mieliśmy okazję zadać kilka pytań Neillowi Freiwaldowi, wokaliście grupy. Porozmawialiśmy między innymi o ich ostatnim albumie Mana, a także o tożsamości zespołu. Niemcy wystąpią już 13 listopada w stołecznym klubie VooDoo. Bilety są wciąż dostępne!
Daria Radomska: Czy nazwa Erdling nadal odzwierciedla to, kim jesteście jako zespół, czy może jej znaczenie ewoluowało wraz z Waszą muzyką na przestrzeni lat?
Neill Freiwald: Powiedziałbym, że Erdling (z niemieckiego „Ziemianin”) od zawsze wiązało się z pewnym zakorzenieniem w ziemi, ale również z poczuciem bycia outsiderem. W końcu „Earthling” to określenie, którego użyłaby osoba, która NIE pochodzi z Ziemi, mówiąc o nas. To się nie zmieniło. Nasza twórczość nadal ma odzwierciedlać fakt, że postrzegamy siebie jako innych niż reszta.
DR: Wasza muzyka często kreuje mroczny, niemal fantastyczny świat, a jednocześnie porusza bardzo realne ludzkie doświadczenia. Czy postrzegacie muzykę przede wszystkim jako ucieczkę do innej rzeczywistości, czy raczej jako sposób na odkrywanie i wyrażanie prawdziwego życia?
NF: Czym właściwie jest rzeczywistość? To, jak muzyka na nas oddziałuje, jest bardzo subiektywne. Jestem pewien, że prawdziwy świat również potrafi być mroczny, fantastyczny i niezwykły. Być może właśnie to próbuję osiągnąć za pomocą muzyki: ukazać rzeczywistość w innym świetle i spojrzeć na nią z różnych perspektyw, dając ludziom z powrotem ich własną „odklejkę”.
DR: Wasz poprzedni album, Dämon, był opisywany przez Neilla w poprzednich wywiadach jako bardziej bezpośredni i mniej oparty na metaforach. Czy z biegiem lat łatwiej przychodzi Wam otwarte wyrażanie emocji w tekstach, czy nadal wolicie ukrywać niektóre uczucia za symbolami i obrazami?
NF: Szczerze mówiąc, tak — właśnie to próbowałem osiągnąć na Dämon. Jednak kiedy teraz patrzę na ten album z perspektywy czasu, nie jestem już tak zadowolony z efektu, jak mi się wcześniej wydawało. Za pomocą języka i tekstów również można „malować”, a to wcale nie musi oznaczać, że coś przed kimś „ukrywamy”.
DR: W Waszej muzyce często pojawia się wyrazisty kontrast między mrokiem a poczuciem nadziei lub wewnętrznej siły. Czy świadomie dążycie do uzyskania takiego efektu, czy po prostu odzwierciedla on sposób, w jaki przeżywacie i przetwarzacie emocje?
NF: Nie ma dwóch takich samych dni. To, co dziś wydaje się okropne, jutro może wyglądać zupełnie inaczej. Myślę, że kontrasty i sprzeczności są nieodłączną częścią życia — i właśnie to wyraża nasza muzyka.
DR:Album Mana został określony jako nowy rozdział w historii Erdling. Co konkretnie zmieniło się w Waszym podejściu do pisania piosenek i tworzenia muzyki podczas pracy nad tym albumem? Czy jest coś na Mana, czego Erdling sprzed dziesięciu lat nigdy by się nie podjęło?
NF: Mamy więcej solówek gitarowych niż kiedykolwiek wcześniej, haha. Ale przede wszystkim „Mana” łączy w sobie nasze najmocniejsze strony. Myślę, że to dopracowana wersja wszystkiego, czego próbowaliśmy do tej pory.
DR: Tytuł Mana sugeruje wewnętrzne źródło siły, energii lub mocy. Co ta koncepcja oznacza dla Ciebie osobiście i jaki miała wpływ na album — zarówno pod względem muzycznym, jak i tekstowym?
NF: Głęboko wierzę, że każdy człowiek ma w sobie pewien „potencjał” — i właśnie to mam na myśli, posługując się metaforą many. Niektórzy potrafią uwolnić go samodzielnie, inni potrzebują impulsu albo ludzi, którzy pomogą im na tej drodze. Tak samo podeszliśmy do pisania utworów. Zamiast po prostu uznawać piosenkę za skończoną, dawaliśmy jej czas na rozwój w trakcie całego procesu, aby wydobyć z niej to, co najlepsze.
DR: Tym razem sami zajęliście się produkcją albumu. Czy większa kontrola nad procesem twórczym zmieniła sposób, w jaki podejmowaliście decyzje muzyczne? Czy pozwoliła Wam zrealizować pomysły, które w innych okolicznościach mogłyby być trudne do wykonania?
NF: Zdecydowanie. Producent zawsze ma swój charakterystyczny styl i może przerabiać pomysły, które wnosicie do wspólnej pracy. To może być dobre, ale bywa też frustrujące. Ostatecznie uważam, że dobrze jest mieć swobodę i pozwolić, by jak najwięcej rzeczy wypływało z nas samych. Nawet jeśli oznacza to popełnianie błędów, bo one również pomagają kształtować charakter muzyki.
DR: Wasz singiel „Miasma” był jednym z pierwszych utworów, które pozwoliły zajrzeć do świata Mana. Dlaczego właśnie ta piosenka była odpowiednim wyborem na zapowiedź albumu? Co, Waszym zdaniem, mówi o całej płycie?
NF: To właściwie całkiem zabawne, bo odpowiedź jest prosta: to był pierwszy utwór, który ukończyliśmy. Kiedy wydaliśmy „Miasmę”, nie wiedzieliśmy jeszcze nawet, jak będzie brzmiała reszta albumu. Wypuściliśmy ten kawałek jako swego rodzaju wzorzec, żeby sprawdzić, czy fanom spodoba się ten styl. Ostatecznie jednak odegrał on ważną rolę w kształtowaniu kierunku, w którym poszliśmy podczas dalszej pracy nad „Mana”.
DR: Tytuł „Steh den Sturm” przywołuje obraz stawiania czoła burzy i niewzruszonego trwania mimo przeciwności. Czy utwór opowiada bardziej o pokonywaniu zewnętrznych trudności, czy o mierzeniu się z własnymi wewnętrznymi demonami? Co dla Ciebie osobiście oznacza pozostawanie silnym?
NF: Burza sama w sobie jest dość niezwykłym zjawiskiem. Prawdopodobnie każdy z nas przeżył chwile, w których miał poczucie, że nie ma ucieczki ani wyjścia z sytuacji. Są jednak rzeczy, na które po prostu nie mamy wpływu — musimy je przetrwać. I właśnie o tym opowiada ta piosenka.
DR: Wasze teksty są po niemiecku, a mimo to muzyka dociera do słuchaczy z różnych krajów i kultur. Co, Waszym zdaniem, łączy ludzi, którzy nie rozumieją każdego słowa? Czy zauważyliście różnice między publicznością w Niemczech a tą, którą spotykacie w innych częściach Europy?
NF: Zdecydowanie. Dostajemy wiadomości od wielu fanów z krajów niegermańskojęzycznych, którzy wykorzystują naszą muzykę do nauki niemieckiego. To dla nas naprawdę wielki zaszczyt. Czasami jednak ludzie po prostu lubią brzmienie danego języka. Sam uwielbiam na przykład słuchać skandynawskich zespołów. Nie rozumiem ani słowa, ale bardzo podoba mi się brzmienie tego języka.
Publiczność poza Niemcami zawsze wydaje się bardzo wdzięczna. Nie powiedziałbym, że jest „lepsza”, ale mam wrażenie, że ludzie naprawdę doceniają, kiedy zespoły przyjeżdżają koncertować do ich krajów. W samych Niemczech koncertów jest już po prostu bardzo dużo.
DR: Teraz, gdy Mana trafiła już do słuchaczy, co ekscytuje Was najbardziej: przeniesienie tych utworów na scenę, odkrywanie nowych muzycznych pomysłów, a może myślenie o kolejnym albumie?
NF: Praktycznie kończymy już pracę nad następnym albumem. Zawsze działaliśmy w szybkim tempie i właściwie nieustannie piszemy nowy materiał. Uwielbiamy móc regularnie wydawać nowe utwory i uważamy, że właśnie takie podejście najlepiej sprawdza się w dzisiejszych czasach.
DR: Wasz koncert w Polsce już za chwilę! Czego polscy fani mogą spodziewać się po występie? Czy chcielibyście przygotować coś specjalnego na ten koncert? A może macie jakąś wiadomość dla fanów, którzy nie mogą się doczekać, żeby zobaczyć Was na żywo?
NF: W Polsce właściwie zaczynamy od zera, dlatego jesteśmy wdzięczni każdemu, kto przyjdzie na nasz koncert. Naprawdę, naprawdę nie możemy się doczekać, żeby zobaczyć, czym zaskoczy nas warszawska publiczność. Oczywiście damy z siebie wszystko. Jesteśmy bardzo podekscytowani! 🙂
