[Relacja] Temples wystąpili w Warszawie!
[RELACJA] · Temples· 27/10/2026 · Warszawa, Niebo ·
To wspaniałe uczucie, gdy mimo jesiennej szarówy, mimo nieustępującego przeziębienia i wszechobecnej chandry, za pomocą muzyki gdzieś tam jednak przebijają się jakieś promienie słoneczne. Tak mogłabym opisać to, co wydarzyło się wtorkowego wieczora w warszawskim Niebie. A wszystko za sprawą dość niepozornego kwartetu z Anglii nazwanego Temples.
Twórczość Temples, choć może nie jest tym, w czym (obecnie) zasłuchuję się na co dzień, wywołuje we mnie niesamowite pokłady nostalgii. Myślami cofam się do roku 2016 gdzie na mojej playliście królowali między innymi Kasabian czy Blossoms. I od razu robi się jakoś tak lżej na sercu. Kąciki ust wędrują do góry, a ciało mimowolnie wprawia się w ruch. To właśnie to, co lubię nazywać magią muzyki.
Nie powiem, że był to koncert, który zmienił moje życie. Było to jednak wydarzenie, które swoją delikatnością zdecydowanie naładowało moje baterie na walkę z jesienią. Na setliście dominowały utwory z najnowszego, wydanego pod koniec czerwca, albumu Bliss. Dzięki temu jeden z moich ulubionych kawałków z tej płyty (Jet Stream Heart) zyskał godnego towarzysza. Mowa tutaj o piosence Vendetta, która swoją nieoczywistością totalnie skradła moje serce. Wyczuwam tu delikatny ukłon w stronę lat 80-tych, kiedy to właśnie na parkiecie słuchało się takich rzeczy.
Energia grupy tego wieczora wyczuwalna była na całej sali. Choć klub nie był wypełniony po brzegi, artyści dali z siebie wszystko. Gdy rozglądałam się po sali nie mogłam pozbyć się nieodpartego wrażenia, że nie wszyscy do końca z tym rezonowali. Dużo ludzi po prostu stało jak kołki, co było dość smutnym widokiem. A przecież to była iście psychodeliczna uczta w samym Niebie.
Tak czy inaczej, cieszę się, że mogłam się tam pojawić. Mi się bardzo podobało i myślę, że chętnie wybiorę się na kolejny koncert, gdyby chłopaki planowali jeszcze kiedyś wrócić do Warszawy. Fource gdyby nie Wy, to takie miłe wydarzenie nie miałoby miejsca. Wielkie dzięki!
